czwartek, 3 marca 2011

Twarze z drugiego szeregu

Jak już wcześniej pisałem na wynik AWPL w tych wyborach pracowali nie tylko Polacy, ale również przedstawiciele pozostałych mniejszości słowiańskich: Rosjanie, Białorusini czy Ukraińcy. Poniżej przedstawiam sylwetki trzech radnych – reprezentantów "Sojuszu Rosyjskiego"/"Aliansu Rosjan", którzy uzyskali mandaty w radzie miejskiej Wilna (Olga Gorszkowa, Wiktor Bałakin) i radzie rejonu solecznickiego (Walery Koczan). Radni rady wileńskiej - Rosjanie, zdążyli już wzbudzić kontrowersje w litewskich mediach, radny w Soleczniakch – Polak, to osoba bliżej nieznana. Oprócz nich zamieszczam również sylwetkę Natalii Gudacz – Białorusinki rozpoczynającej już drugą kadencję w radzie Solecznik z ramienia AWPL, a także wieloletniej radnej Akcji z rejonu wileńskiego, z pochodzenia Rosjanki Tatiany Markowej, która i tym razem dostała się do samorządu. Niech to będzie mój mały wkład w ukazanie wielokulturowości regionu, a także mozaiki politycznej na Wileńszczyźnie.

Olga Gieorgijewna Gorszkowa (ur. 1952 w Wilnie). Nauczycielka i samorządowiec. Ukończyła szkołę średnię na Łukiszkach, następnie zaś studia filologiczne w Wileńskim Instytucie Pedagogicznym (1981). W czasach radzieckicj pracowała jako nauczycielka języka i literatury rosyjskiej, w wolnej Litwie związała się z sektorem prywatnym w szkolnictwie, była m.in. dyrektorem "Antry" i wicedyrektorem centrum nauczania "Rutenija". W latach 1995-2001 prezes Litewskiego Słowiańskiego Towarzystwa Dobroczynnego "Nadieżda". Od 1996 r. pełni funkcję przewodniczącej rady Słowiańskiej Fundacji Dobroczynnej. W latach 1996-2001 zasiadała w Radzie Rodaków przy Dumie Państwowej Federacji Rosyjskiej. Współpracowała z programem „stypendia mera Moskwy“, przeznaczonym dla uczniów uczących się w rosyjskich uczelniach poza granicami kraju, wchodząc w skład jego rady nadzorczej na Litwę. Współpracowała przy organizacji „Dni Rosji“ na Litwie. Od 2005 r. jest wicedyrektorem wileńskiej szkoły gimnastycznej. W polityce litewskiej działa nie od dziś. W wyborach do Sejmu w 2000 r. próbowała swych sił jako kandydatka Związku Rosjan na listach "Koalicji Socjaldemokratycznej A. Brazauskasa". W radzie miejskiej Wilna zasiadała już w kadencji 2002-2007. Mandat uzyskała jako kandydatka Związku Rosjan S. Dmitrijewa. W 2007 ubiegała się o mandat radziecki z ramienia lewicowej "Partii Frontu" Algiredasa Paleckisa, w następnym zaś roku o mandat poselski z tej samej listy w okręgu Nowa Wilejka. W 2009 r. bezskutecznie kandydowała do Parlamentu Europejskiego na listach AWPL z numerem 4. W tegorocznych wyborach do rady Wilna startowała jako kandydatka "Sojuszu Rosyjskiego" ("Aliansu Rosjan"). Dostała się z czwartego miejsca z poparciem 4,4 tys. wyborców. Za działalność na rzecz kultury rosyjskiej odznaczona przez moskiewski samorząd Orderem Katarzyny Wielkiej III stopnia. Przyznano jej również Medal im. Puszkina. Zamężna, ma córkę i syna.

Wiktor Bałakin (w litewskich mediach: Viktoras Balakinas; ur. 1949 w Wilnie). Kształcił się w szkole średniej w rodzinnym Wilnie. W 1971 r. ukończył studia z dziedziny radioinżynierii na Politechnice Kowieńskiej. Po służbie w armii radzieckiej podjął pracę w Komisji Bezpieczeństwa Państwowego Litewskiej SRR (czytaj: "lokalnym" KGB) w charakterze głównego inżyniera. Dosłużył się stopnia majora. Po rozwiązaniu służb w niepodległej Litwie pracował jako inżynier w spółce "Venta". Pracował także jako inżynier w miejskich służbach ochrony cywilnej w Wilnie, a także jako elektromonter w spółce "Vilniaus vingis". Odbył staż w Wojskowym Centrum Doskonalenia Zawodowego. W 1995 r. zaangażował się w działalność w nowopowstałym Związku Rosjan Litwy (LRS), obejmując stanowisko wiceprzewodniczącego (zastępcy S. Dmitrijewa). Po wejściu trzech posłów LRS w skład Sejmu VIII kadencji w 2000 r. został asystentem społecznym jednego z nich. W 2004 r. ubiegał się o mandat posła do PE z listy LRS, zaś w 2007 r. o mandat radnego Wilna z ramienia LRS. Do rady miejskiej Wilna wszedł obecnie jako kandydat nr 7 na liście AWPL (wystawiony przez "Sojusz Rosyjski"/"Alians Rosjan").
Żonaty, ma dwóch synów.

Natalia Gudacz (ur. 1960 w Grodnie). Białorusinka. W 1985 r. ukończyła studia w Grodzieńskim Instytucie Medycznym. Pracuje jako lekarka neurolog w szpitalu w Solecznikach. Jest członkiem Związku Polaków na Litwie i AWPL. Do rady Solecznik kandydowała z powodzeniem po raz pierwszy w 2007 r. Obecnie weszła z piątą pozycją jako kandydatka pod numerem 15. Zamężna, ma dwoje dzieci.

Tatiana Markowa (ur. 1952 w Święcianach). Pedagog i samorządowiec. Z pochodzenia Rosjanka (ale należy do Związku Polaków na Litwie i Akcji Wyborczej Polaków). Ukończyła studia w Szawelskim Instytucie Pedagogicznym ze specjalnością "nauczanie początkowe". Jest dyrektorem wydziału nauczania początkowego gimnazjum im. Św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu (oddział: Grygajcie). W radzie rejonu wileńskiego zasiada od 2000 r. (każdorazowo z rekomendacji AWPL). W 2008 r. ubiegała się o mandat poselski z ramienia Akcji. Zamężna, ma córkę.

Walery Koczan (ur. 1968 na Grodzieńszczyźnie). Pracownik samorządowy rejonu solecznickiego – główny specjalista w wydziale sportu i oświaty. Z wykształcenia nauczyciel kultury fizycznej. Z pochodzenia Polak, mandat uzyskał jako kandydat "Sojuszu Rosyjskiego"/"Aliansu Rosjan" pod numerem 47. Żonaty, ma córkę.

Źródła: vrk.lt, kurierwilenski.lt, wikipedia.lt, soleczniki.pl, rusmir.lt, runet.lt, ru.delfi.lt, msrs.ru, artykuł Eglė Samoškaitė "Vilniaus taryboje – Rusijos ambasados apdovanotoji ir buvęs KGB inžinierius" (delfi.lt, 1.03.11),

środa, 2 marca 2011

Kilka słów o wygranej AWPL

Polskie media już od kilku dni emocjonują się wygraną Akcji Wyborczej Polaków na Litwie w wyborach samorządowych na Wileńszczyźnie. Wygranej, bo najprawdopodobniej i tym razem polskie ugrupowanie będzie liderem w liczbie uzyskanych mandatów w okręgu wileńskim (okręg wileński, obecnie już raczej kategoria publicystyczna niż administracyjno-prawna, obejmuje miasto Wilno i kilka przyległych rejonów, m.in. Soleczniki, Troki czy Wiłkomierz). Jak już napisałem w poniedziałek AWPL zdobyła 74,5 tys. głosów i 6,71% w skali kraju. Od razu trzeba powiedzieć, że ten sukces nie byłby możliwy bez trzech rzeczy:

- olbrzymiej pracy wykonanej przez działaczy Akcji, w tym przewodniczącego i posła do PE Waldemara Tomaszewskiego, który nie tylko był twarzą komitetu (kandydował z pierwszego miejsca do rady wileńskiej), ale przede wszystkim "dowódcą" (odwołania militarne mogą co prawda śmieszyć, ale tak określają tę sytuację sami Polacy z Wileńszczyzny).
- udanej wyborczej koalicji z "Aliansem Rosjan", która w samym Wilnie dała Akcji dodatkowe 3 mandaty (łącznie "Alians" zebrał 5 z 65 mandatów radzieckich)
- Last but not least: trudna, "zmrożona" atmosfera w stosunkach polsko-litewskich, spowodowana pisownią nazwisk (patrząc z Warszawy), a także kwestiami oświaty polskiej oraz wciąż obecną dyskryminacją w wielu innych obszarach życia (patrząc z Wilna), spowodowała mobilizację polskiego elektoratu.

Niewielkie znaczenie miało wystawienie list w dodatkowych pięciu samorządach (miasta: Druskieniki, Wisaginia i Elektreny oraz rejony: jezioroski i malacki), gdzie zjednano dla Akcji 1281 wyborców, i choć przełożyło się to na 2 mandaty radzieckie w Wisagini, to stanowi to jedynie 1,72% ogólnego wyniku Akcji na Wileńszczyźnie. Pamiętajmy jednak, że nawet taka liczba głosów może się okazać decydująca w przyszłorocznych wyborach do Sejmu. W dodatku, z tego co mi wiadomo, na terenach tych doszło do znaczącego wzrostu aktywności miejscowych Polaków, co ma przecież znaczenie nie tylko, i nawet nie przede wszystkim, dla wyborów.

Warto zwrócić uwagę na fakt, który umknął mediom warszawskim i wileńskim. Udany "alians z Aliansem" oznaczał (przynajmniej na terenie Wilna) znaczące osłabienie Związku Rosjan Dmitrijewów. W wyborach samorządowych Związek ten, tradycyjnie pozostający w wyborach poza koalicją polsko-słowiańską (z wyjątkiem 2004 roku), uzyskał 3,4 tys. głosów i 1,78%, nie przekraczając progu uprawniającego do uzyskania mandatów w stołecznym samorządzie. Nawet jeśli 1/3 tych głosów w przyszorocznych wyborach przypadłaby na kandydatów "Aliansu" startujących z ramienia AWPL, może ona zdecydować albo o przekroczeniu progu wyborczego przez Akcję, albo np. o dodatkowym mandacie sejmowym.

Gratulując Akcji i Waldemarowi Tomaszewskiemu osobiście, warto pamiętać o udziale litewskich Słowian: Rosjan i Białorusinów w polskim zwycięstwie. W najbliższym czasie postaram się przedstawić na blogu sylwetki radnych AWPL reprezentujących mniejszości wschodniosłowiańskie.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Akcja w Akcji

Miasto/rejon Liczba głosów Procent głosów Mandaty Zmiana w % głosów i liczbie mandatów
Wilno 29 998 15.07% (II miejsce) 11 z 51 +5,40%; +5
Druskieniki 208 2,17% brak +2,17%; +/-0
Elektreny 154 1,47% brak +1,54%; +/-0
Wisaginia 635 6,50% 2 z 25 +6,50%; +2
Rejon wileński 27 115 64,72% (I miejsce) 19 z 27 -5,20%, +/- 0
Rejon solecznicki 13 183 70,29% (I miejsce) 22 z 25 +3,40%; +2
Rejon trocki 3163 18,74% (II miejsce) 5 z 25 -1,56%; +/-0
Rejon święciański 2089 13,24% (III miejsce) 4 z 25 +2,92%; +1
Rejon szyrwincki 410 4,62% 2 z 21 +1,48%; +2
Rejon malacki 111 1,25% brak +1,25%; +/-0
Rejon jezioroski 173 1,84% brak +1,84%; +/-0
Ogółem 77 239 6,96% 65 +1,54%; +12
Obliczenia własne na podstawie: vrk.lt, wikipedia.lt.

Na szybko o wyborach

Jako, że mamy już poniedziałkowe popołudnie, a Główna Komisja Wyborcza uporała się wreszcie z liczeniem głosów (nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Litwini radzą sobie z tym lepiej niż Polacy. Czy wytłumaczeniem jest tylko wielkość kraju?), warto by skreślić parę słów komentarza i analizy odnośnie szóstych w historii odrodzonej Litwy wyborów samorządowych.
Przede wszystkim frekwencja. Litwini na wybory poszli – zagłosowało 44,08% uprawnionych (dla porównania: w poprzednich wyborach samorządowych w 2007 r. głosowało 41,3%, w wyborach do Sejmu w 2008 r. w pierwszej turze – 48,58%). Wiele osób, w związku z kryzysem zaufania do klasy politycznej podnosiły obawy, że społeczeństwo te wybory zbojkotuje. Przepowiednie te nie potwierdziły się. Całkiem spora frekwencja była również dwa tygodnie temu w okręgu Mariampol, gdy wybierano dodatkowego posła na Sejm RL (w uzupełniających w 2007 r. głosowało niecałe 26%, teraz 23% - wygrał przedstawiciel socjaldemokratów).
Wybory były przełomowe o tyle, że po raz pierwszy w historii udział w nich brać mogły nie tylko partie polityczne, ale również niezależni kandydaci (czy to indywidualnie, czy to w ramach bloków). Wielkim wygranym tej zmiany ordynacji okazał się wieloletni burmistrz Wilna i działacz Związku Liberałów i Centrum, bohater słynnej afery „abonentowej”, Artūras Zuokas, którego blok wygrał wybory w Wilnie (teraz rządząca klasa pluje sobie w brodę, że uchwaliła nowelizację ordynacji wyborczej, z szeregów Związku Liberałów i Centrum już dało się słyszeć zapewnienia, że jak Zuokas zechce wrócić, to ma drzwi otwarte). W trzech dużych miastach blok Zuokasa i ugrupowanie „Zjednoczone Kowno”, które uzyskało 8,88% głosów i 5 mandatów, są jednak jedynymi przykładami ruchów, które skorzystały na zmianie ordynacji. Większość miejsc w radach wielkich miast zajmą bowiem partie polityczne. O ile słaby wynik konserwatystów w dużych miastach był do przewidzenia, to zwraca uwagę niewielka liczba głosów oddanych na główna partię opozycyjną – socjaldemokratów (Wilno – 7,08%, Kowno – 11,48%, Kłajpeda – 9,24%). Ugrupowanie, które aspiruje do przejęcia władzy w przyszłym roku, będzie musiało się przyjrzeć działalności własnych komórek w tych ośrodkach. Mimo porażki konserwatystów (dopowiedzmy jednak uczciwie: w trzech dużych miastach pobili oni na głowę LSDP) wciąż mają oni spore szanse na zachowanie władzy w dwu ważnych ośrodkach: Kownie i Kłajpedzie. W tradycyjnie prawicowym Kownie TS-LKD uzyskało 21,84% głosów i 12 mandatów, co wraz z dwoma partiami liberalnymi (3+3), nacjonalistami z „Młodej Litwy” (4) powinno dać mu większość w samorządzie (pozostaje jeszcze możliwość pertraktacji ze „Zjednoczonym Kownem”, które otrzymało 5 mandatów). W Kłajpedzie większość uzyskały ugrupowania koalicji rządzącej (17 do 14), więc tu akurat nie powinno być problemów ze sformułowaniem większości (w portowej Kłajpedzie silniejszą flanką na prawicy okazały się jednak ugrupowania liberalne, nie konserwatyści).
Zajrzyjmy jeszcze do trzech dużych miast litewskich: Szawli, Poniewieża i Mariampola. Tutaj socjaldemokraci mogą pochwalić się lepszymi wynikami: w Szawlach LSDP z 23,34% głosów jest liderem. Posiadając 10 mandatów może rozdawać karty w radzie miejskiej (jako oczywistość nasuwa się na myśl koalicja z „Nowym Związkiem”, Partią Pracy oraz Porządkiem i Sprawiedliwością). Świetny wynik uzyskała również socjaldemokracja w Mariampolu: 29,94% i 9 mandatów (Litewski Związek Socjaldemokratyczny – 5,57% i dwa mandaty). W Poniewieżu doszło do wygranej konserwatystów (22,89% i 9 mandatów), jednak LSDP uzyskała niewiele mniej głosów i mandatów (16,59%; 7). Wydaje się jednak, że skład rady wskazuje na większe zdolności koalicyjne lewicy (Partia Pracy, Porządek i Sprawiedliwość, Litewski Ludowy Związek Chłopski). W dwóch z trzech wyżej wspomnianych miast pewien sukces odnieśli kandydaci niezależni: w Szawlach i Poniewieżu uzyskali po dwa miejsca (przy okazji – warto zwrócić uwagę, że gdy na liście znajduje się jedno nazwisko, to przy dobrym wyniku część głosów ulega zmarnowaniu; gdy z przeliczania głosów na mandaty wynikałoby 3 miejsca w radzie, kandydat dostaje jedno). Aspirujący do przejęcia władzy w kraju socjaldemokraci triumfowali w Druskienikach (60,53% i 17 mandatów; od 2000 r. rządzi tu popularny burmistrz z LSDP Malinauskas), Nerindze (48,19% i 8 z 15 m.), Olicie (22,95% i 7), rejonie kowieńskim (34,26% i 12) i możejkowskim (21,70% i 8),
Odrębną historią pozostaje Wilno, gdzie na podium stanęli: Blok Arturasa Zuokasa (12 mandatów), Blok Waldemara Tomaszewskiego (11) i konserwatyści (10). Obszerniej wyniki do samorządu stołecznego omówię w osobnej notce, teraz tylko skoncentruję się na Wileńszczyźnie, gdzie AWPL obroniła swoje pozycje, a nawet znacząco rozszerzyła stan posiadania (przede wszystkim w Wilnie: zamiast 6 mandatów będzie 11). W rejonie solecznickim ugrupowanie Tomaszewskiego zdobyło 22 na 25 mandatów, w wileńskim 19 na 27, w trockim – 5 na 25, zaś święciańskim – 4 na 25. Po długiej przerwie działacze Akcji powrócili do samorządów szyrwinckiego (zdobyli 2 mandaty) i wisagińskiego (również 2). Ogółem na kandydatów Akcji padło 77 239 głosów, co daje 6,96% głosów w skali kraju. Jest to dobry prognostyk na przyszłe wybory parlamentarne (w wyborach prezydenckich na Tomaszewskiego głosowało 65,2 tys. wyborców, w poprzednich wyborach samorządowych na Akcję – 57,9 tys.). Jest to więc wzrost o 20 tys., będący konsekwencją sojuszu z Aliansem Rosjan, a także mrówczej pracy, jaką wykonali działacze AWPL w celu zmobilizowania elektoratu.
„Co słychać” u innych uczestników litewskiego życia politycznego? Zepchnięciu na zupełny margines uległa Partia Wskrzeszenia Narodowego (TPP). Nie poszczęściło się założonej przez Vagnoriusa Partii Chrześcijańskiej (KP), choć np. uzyskała 2 mandaty w Trokach. Mimo słabszych wynikach niż poprzednio w niektórych samorządach nadal będzie reprezentowany Związek Liberałów i Centrum, wygrał m.in. w Wisagini (26,16% głosów i 8 mandatów) oraz rejonie płungiańskim (21,76% i 6). LCiS będzie również najprawdopodobniej współrządzić w dwóch wielkich miastach litewskich: Kownie i Kłajpedzie. Pozaparlamentarny od 2008 r. Litewski Ludowy Związek Chłopski (LLVS) nie powiedział jeszcze ostatniego słowa: wygrał w rejonach ignalińskim (53,50% i 12 z 21 mandatów), wiłkomierskim (23,49% i 7 z 25), poniewieskim (33,19% i 9 mandatów) i szawelskim (22,27% i 7 mandatów), uzyskał również reprezentację w rejonie jezioroskim i szkudzkim. Nowy Związek – Socjalliberałowie, który poniósł klęskę w Wilnie (startował tu lider ugrupowania A. Paulauskas) wygrał wybory w rejonie święciańskim (23,05% i 7 mandatów), a reprezentację uzyskał w Elektrenach (8,16% i 3 mandaty), Szyrwintach (12,50% i 3), Olicie (11,32% i 4), Molatach (8,95% i 3 mandaty), Nerindze (13,02% i 2 mandaty) czy Trokach (11,47% i 3). Populistyczna Partia Pracy Uspaskicha święciła triumfy w rejonie kiejdańskim (54,21% i 16 z 27 mandatów). Dobry wynik uzyskał Porządek i Sprawiedliwość, który ma duże szanse na wejście do układu rządzącego Wilnem.
Ciekawe procesy zachodzą w środowisku litewskich Rosjan. Do rady miejskiej Wilna nie dostali się obecni tam od lat Dmitrijewowie (wbrew nazwisku nie jest to małżeństwo) ze Związku Rosjan. Związek nie uzyskał również reprezentacji Kownie (miał ją jeszcze kilka lat temu). „Na osłodę” wyborcy przyznali mu 2 mandaty w radzie miejskiej Kłajpedy oraz jeden w Wisagini. Gdy piszę te słowa, nie jest jeszcze znany podział mandatów w łonie bloków politycznych, ale pewne jest, że Alians Rosjan/Sojusz Rosyjski utrzymał swoje trzy mandaty w Kłajpedzie i po raz pierwszy w historii zdobył przyczółek w Wilnie (możliwe, że 3-4 mandaty), gdzie dotychczas królowali Dmitrijewowie. Nie wiadomo, czy któryś z mandatów AWPL na prowincji obejmą Rosjanie.
Wielką przegraną wyborów jest Partia Żmudzińska byłego posła Skarbaliusa. Uzyskała przedstawicielstwo jedynie w rejonie kłajpedzkim (3 mandaty), nie powiodło jej zaś w pozostałych miejscach, w których wystawiła listy: w rejonie kretyngowskim (1,89%), szawelskim (1,87%), możejkowskim (2,23%), tauroskim (2,46%), telszańskim i mieście Połądze (2,24%). Świadczyłoby to o niewielkim zainteresowaniu Litwinów/Żmudzinów ugrupowaniami regionalnymi, a być może również o słabej jakości przywództwa ŻP, która jeszcze w 2009 roku przekroczyła próg 5% w wielu żmudzkich samorządach.
Do wyborów będziemy jeszcze wracać. Teraz na szybko wypadałoby złożyć gratulacje tak AWPL, jak i wszystkim ugrupowaniom/politykom, którzy odnieśli sukces w dniu wczorajszym. Teraz czekają nas żmudne pertraktacje koalicyjne, wybór nowych zarządów z burmistrzami (merami) na czele i następne cztery lata pracy – dla jednych ciężkiej, dla drugich mniej. I jedni, i drudzy jednak będą się musieli ubiegać o względy wyborców już za cztery lata, w 2015 roku.

sobota, 26 lutego 2011

Mecz bokserski Polska - Litwa.

W niedzielę, 27 lutego, o godz. 17 odbędzie się w Nowym Dworze Mazowieckim bokserski mecz międzypaństwowy pomiędzy reprezentacją Polski i Litwy. Wystąpi 11 zawodników z Litwy i 11 zawodników z Polski. Pełną listę gości oraz trenerów i sędziów można obejrzeć na stronie Polskiego Związku Bokserskiego.

Nie wiem dlaczego podaję tę informację. Być może dlatego, że impreza zbiega się czasowo z wyborami samorządowymi na Litwie, w których AWPL walczy o godną reprezentację. Dlaczego stosunki polsko-litewskie wciąż ujmujemy w kategoriach meczu - kto wygra, kto przegra? I dlaczego (przynajmniej mnie) coraz bardziej kojarzą się z boksem?

...

piątek, 25 lutego 2011

Obietnica

Dostałem informację, że trochę za dużo piszę ostatnio o świętach narodowych, a przecież tyle innych spraw wokół. To prawda, za kilka dni czekają nas wybory na Litwie, a za nieco ponad tydzień w Estonii, niemniej to naprawdę nie moja wina, że te święta nakładają się na siebie (najpierw „barykady”, litewska i łotewska, następujące po sobie, później 16 lutego i 24 lutego). W dodatku, żadna z polskich gazet nie zamieściła relacji z estońskich obchodów, a litewską wizytę prezydenta Komorowskiego zdominowała tematyka mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie, dlatego pozwalam sobie nadrobić na własnym blogu te zaniedbania…

W następnych postach jednak ani słowa o świętach narodowych. Obiecuję.

Estońskie święto, rosyjski dystans…

Wczoraj obiecałem opublikowanie na blogu dodatkowych notek poświęconych Estonii, co też niniejszym czynię. Polecę jeszcze tylko piękne zdjęcia z obchodów niepodległości zamieszczane na portalu Facebook (profil prezydenta Toomasa Hendrika Ilvesa) oraz stronach internetowych „delfi.ee” i „postimees.ee”.

W tym miejscu chciałbym skreślić jednak trochę linijek na temat stosunku do święta estońskiego dwóch grup zamieszkujących państwo estońskie: Estończyków i Rosjan (w tej drugiej grupie znaczna część to wciąż jedynie mieszkańcy, a nie obywatele Estonii). O ile o ciepłym stosunku Estończyków do tego święta (mimo strasznej pogody w ostatnim tygodniu lutego) obszernie mówiła p. Anna Grzeszak [http://www.radiownet.pl/radio/wpis/13009/ we wczorajszej audycji „Kącik Bałtycki” w całości poświęconej Świętu Niepodległości], to mniej mówi się o stosunku ludności rosyjskojęzycznej do obchodów. Trzeba wrócić do 1989 roku, gdy święto to zostało przywrócone (przy okazji – Bałtowie wcześniej przywrócili swoje święta i symbole narodowe niż Polacy, taka ciekawostka), a Estonia wchodziła w dwuletni okres przejściowy, który doprowadził do jej pełnej niepodległości od Moskwy. U progu wolności podjęto decyzję o nieprzyznaniu obywatelstwa przedstawicielom mniejszości osiadłym w Estonii po 1940 roku (i ich potokom). Z drugiej strony, aspiracje niepodległościowe Tallina od początku wywoływały umiarkowany entuzjazm (jeśli nie niechęć) ludności rosyjskojęzycznej (podobnie było na Litwie i Łotwie). W okresie sowieckim w Estonii obchodzono oficjalnie: 1 lutego (Nowy Rok), 8 marca (Dzień Kobiet), 1 maja (Święto Pracy), 7 października (Dzień Konstytucji) i 7 listopada (Święto Rewolucji Październikowej). 23 lutego, choć nie był to dzień wolny, swoje święto obchodzili mężczyźni (w dniu Obrońcy Ojczyzny – Armii Radzieckiej). Od razu widać, że nie było tu miejsca na żadne narodowe odrębności – te same święta obchodzono w Moskwie, Baku czy Wilnie. Odrodzone państwo estońskie przywróciło najpierw Święto Niepodległości (24 lutego) i Zwycięstwa (23 czerwca; nawiązuje do wojny wyzwoleńczej z lat 1918-1920), następnie zaś upamiętniło odzyskiwanie niepodległości w latach 1988-1991 (20 sierpnia; Dzień Odnowienia Niepodległości; święto wprowadzone w 1998 roku).

Dla ludności rosyjskojęzycznej osiadłej w kraju po 1940 roku opowieści o odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, czy też wojnie wyzwoleńczej były bajką o żelaznym wilku (historii Estonii nie uczono przecież w szkołach), ponadto zgodnie z propagandą sowiecką, która odcisnęła swoje piętno szczególnie na tej grupie ludności, w latach 1920-1940 mieliśmy przecież do czynienia z „państwem faszystowskim”. Z takimi dwoma pamięciami historycznymi, „estońską” o chlubnej karcie międzywojennej Estonii, której elitom udało się obronić i zbudować od zera własne państwo, i „rosyjską” o malutkim kraiku, rządzonym przez burżuazyjne elity, „wierzgającym” przeciwko „wielkiej Rosji”, obie społeczności weszły w okres niepodległości i demokracji. W dodatku, alienację rosyjskojęzycznych, pogłębiały nie zawsze trafione działania państwa estońskiego.

W połowie lutego rosyjskojęzyczny portal „delfi.ee” rozpisał wśród użytkowników ankietę , czy dla nich święto 23 lutego ma jakieś znaczenie. Udzielono (na forum) kilkuset wypowiedzi, w znacznym stopniu niecenzuralnych, a w zdecydowanej większości niechętnych Świętu i Estonii. Powszechnie podkreślano, że świętem jest 23 lutego (Dzień Obrońcy Ojczyzny), a nie 24 lutego. Zacytujmy kilku użytkowników (celowo pominąłem wulgarne wypowiedzi):

- „myślę, że 24 lutego świętować będzie 20% osób. Czasy nie te”
- „choć jesteśmy bez Ojczyzny, to i tak Obrońcy (nawiązanie do Dnia Obrońcy Ojczyzny – Tomasz Otocki). Pozdrawiam wszystkich ze świętem!”
- „jak można obchodzić dzień niepodległości, której nie ma? Jeśli nie mam racji, wyjaśnijcie mi proszę w czym Estonia jest niepodległa: w gospodarce, finansach, w polityce, w sprawach wojskowych czy w czym?” (Adam)
- „a to święto? Mam nadzieję, że na Vabaduse (pl. Wolności, gdzie obchodzono dzień niepodległości – przyp. Tomasz Otocki) spadnie jutro bomba”.
- „dziś, oczywiście, święto [23 lutego – przyp. T.O.]. Wszystkiego najlepszego dla was, mężczyzn. A jutro [24 lutego] zwyczajny dzień. Jeśli wcześniej było mi wszystko jedno co do 24 lutego, to po kwietniu 2007 r. [moment usunięcia „Aloszy” z centrum Tallina – T.O.] mam całkowicie negatywne nastawienie (…)”
- „a jakie nastawienie u hugenota w dzień św. Bartłomieja? A z jakim nastawieniem Żyd obchodzi święto „kryształowej nocy”? Ale to jutro… A dziś: 23 lutego, moje święto!!:) I nastrój dobry:)

Skąd taka skrajnie negatywna ocena Święta Niepodległości i estońskiej państwowości w ogóle? Oczywiście można powiedzieć, że na forach internetowych wypowiadają się osoby skrajne (vide: Kurier Wileński). Z drugiej strony, dystans czy niechęć rosyjskojęzycznych do państwa estońskiego i jego symboliki nie jest sprawą, którą można by było, ot tak, zignorować. Odpowiedzi udzielili portalowi „delfi.ee” Władimir Libman (działacz gospodarczy, dyrektor jednej z tallińskich fabryk) oraz Michaił Stalnuchin (przewodniczący rady miejskiej w Narwie). Jak twierdzi Libman, [http://rus.delfi.ee/daily/estonia/libman-chtoby-prazdnik-byl-obschij-nado-chtoby-i-otnoshenie-ko-vsem-bylo-odinakovym.d?id=40925445 żeby święto było wspólne, stosunek do różnych grup społecznych w kraju powinien być  jednakowy]. „Wie Pani (do dziennikarki delfi.ee), trzeba szanować państwo, w którym się żyje. A jeśli nie szanuje się świąt swojego państwa, to z pewnością, nie można być jego obywatelem, niezależnie od twojego stosunku do poszczególnych polityków”, jednak wg Libmana: święto może łączyć dopiero wtedy, kiedy stosunek do poszczególnych grup społecznych będzie jednakowy: „jeśli nie ma ani jednego ministra nie-Estończyka, oczywiste, że ten stosunek nie jest jednakowy. Bystrow i Sołowiow – dwóch burmistrzów nie-Estończyków na całą Estonię, wydaje mi się, że to trochę za mało”. [http://rus.delfi.ee/daily/estonia/stalnuhin-o-dne-nezavisimosti-estonii-chemu-radovatsya.d?id=40899271 W artykule „Z czego się cieszyć?”] wypowiada się z kolei Stalnuchin, wg którego nie należy obrażać się na Rosjan za to, że mają dystans do Święta Niepodległości. Stalnuchin powoła się tu na stwierdzenie Karola Marksa, że „to nie świadomość ludzi określa ich byt, ale na odwrót, ich byt społeczny określa ich świadomość”. Wg samorządowca dziś mamy państwo, w które pustoszy bieda, egoizm, bezrobocie, ogromna emigracja, a „prezydent przekształcił się w marionetkę konkretnych politycznych ugrupowań”. Wg Stalnuchina „rządzący kłamią (…), a służby specjalne coraz bardziej mieszają się w politykę, z czego się cieszyć?”. Pytany dlaczego Dzień Niepodległości jest coraz mniej ważny dla mniejszości narodowych, odpowiedział: „sami się zapytajcie. Spróbujcie odpowiedzieć, jak odrodzona niepodległość mogła rozdzielić społeczeństwo na Rosjan i Estończyków – tak, że wśród pierwszych mamy o wiele większe bezrobocie i o wiele mniejszą średnią płacę. Jeśli przez dekady do sierpnia 1991 roku Estończycy mieli możliwość kierowania państwem (stanowili większość w Komunistycznej Partii Estonii, i w ministerstwach), a od czasu odrodzenia niepodległości ta możliwość prawie zupełnie zniknęła u Rosjan. Jeśli całe pokolenia Estończyków otrzymywały edukację w swym ojczystym języku, a Rosjanom obecnie odbiera się to co mają ostatniego – kształcenie gimnazjalne w języku ojczystym?”. Według Stalnuchina „tylko ktoś całkowicie bezmyślny jest w stanie cieszyć się z czerwonego kwadracika w kalendarzu. Myślący człowiek w dzień święta państwowego coraz częściej zastanawia się, w jakim kierunku zmienia się jego życie, czego jest pozbawiony i dlaczego”. Samorządowiec dodał jednocześnie, że „nie trzeba obrażać się na Rosjan, za to, że nie szaleją z powodu świąt państwowych. Ktoś może powinien pomyśleć o przyszłości i wyciągnąć wnioski. A one leżą na dłoni”.

Wnioski niby leżą na dłoni, choć polityka integracji mniejszości to ciężki kawałek chleba dla elit politycznych we wszystkich krajach bałtyckich. Zobaczymy, jak sytuacja rozwinie się po wyborach parlamentarnych. Nie należy oczywiście oczekiwać żadnego przełomu (najpewniej będzie rządzić ten sam rząd), jednak wypowiedzi estońskich Rosjan długo ignorować nie będzie można. Czekając na następne święto…