Trzy dni minęły od rocznicy zamachu majowego w Polsce, a analogiczną rocznicę obchodzą dziś Łotysze. 15 maja 1934 r. dokonał się na Łotwie – najpóźniej z krajów bałtyckich – przewrót autorytarny Kārlisa Ulmanisa. Jak to się zaczęło? Trochę podobnie, ale i trochę inaczej niż w Polsce. Odwrotnie niż w Polsce w 1926 r. Ulmanis nie znajdował się na obrzeżach życia politycznego, ale od roku był premierem rządu opartego o kruchą centroprawicową większość (Łotewski Związek Rolników – Partia Chrześcijańsko-Narodowa – stronnictwa łatgalskie). Mimo to nieustannie obawiał się odwołania ze stanowiska przez opozycję złożoną z socjaldemokratów i centrystów, która w dodatku nie popierała jego koncepcji ustrojowych (zmian w konstytucji). O przewrocie zaczęto marzyć – w środowisku "aizsargów" (odpowiednik litewskich "szaulisów") oraz wśród zwolenników Ulmanisa – na miesiące przez jego dokonaniem. Krytycy łotewskiej demokracji wskazywali na nieefektywność demokratycznych procedur, rozbicie parlamentu, pociągające za sobą słabość rządów, która wpływała również na międzynarodową pozycję Łotwy. W tle był kryzys gospodarczy, który dał się we znaki uzależnionej od eksportu produktów rolnych Łotwy. Mimo, że socjaldemokraci chwalili się, że Ryga jest w tej części regionu "demokratyczną wyspą", wielu dążyło do likwidacji "wyspiarskiego położenia" kraju. Odpowiednich przykładów dostarczały Litwa, Polska i Estonia. W 1933 r. doszło do objęcia władzy przez NSDAP w Niemczech (Ulmanis odwiedził Niemcy w jesieni tego roku). Pucz przygotowywany był od tygodni. Jak pisze znawca historii państw bałtyckich Piotr Łossowski ("Kraje bałtyckie na drodze od demokracji parlamentarnej do dyktatury 1918-1934", Ossolineum 1972) początkowo miał być dokonany 23 kwietnia, następnie zaś 2 maja. Czekano jednak na ratyfikację przez Sejm protokołu o przedłużeniu układu o nieagresji między Łotwą a ZSRR (co miało miejsce właśnie w dniu 15 maja) – z punktu widzenia międzynarodowych interesów Łotwy kwestii niezwykle ważnej. Z kolei na 18 maja planowano głosowanie w trzecim czytaniu projektu reformy konstytucji przedstawionego przez ugrupowanie Ulmanisa, który najprawdopodobniej – ze względu na kruchą większość prawicy – zostałby odrzucony. Gorzej, istniało ryzyko odwołania całego gabinetu. Pucz musiał się więc odbyć między 15 a 18 maja. Tak też się stało, cała akcja została przeprowadzona niezwykle sprawnie w nocy z 15 na 16 maja (w niektórych miejscach odpowiednie działania miały już miejsce 14.V) przy pomocy "aizsargów". Paradoksem jest, że przewrotem kierował sprawujący władzę Ulmanis, który w dodatku argumentował, że pucz był obroną przed zamachem stanu przygotowywanym przez socjaldemokratów. Odbył się szturm na dwie ważne placówki w centrum stolicy – budynek Sejmu oraz Dom Ludowy. Wbrew buńczucznym zapowiedziom LSDSP o obronie demokracji zamachowców nie spotkał żaden opór. 16 maja Ulmanis i gen. J. Balodis (min. spraw wojskowych, bohater walk o niepodległość) wydali specjalny manifest, w którym zapowiadali sanację państwa. Od razu odbyły się aresztowania, które objęły 2,1 tys. osób aktywnych politycznie, głównie socjaldemokratów (by wyobrazić sobie ich skalę, przemnóżmy 2 tys. przez dziesięć – tyle razy mniej ludności liczyła Łotwa w 1934 r.). ¼ z nich osadzono w ciężkim więzieniu w Lipawie. Socjaldemokratyczny Dom Ludowy w Rydze przejęli aizsargowie na "Dom Aizsargów", a Sejm zamknięto na cztery spusty (nie zbierał się do 1940 r.). Jedynie prezydent Kviesis jeszcze przez dwa lata pozostał na stanowisku, by dokończyć kadencję.
Sam 15 maja nazwany został "dniem jedności" i był uroczyście obchodzony do 1940 r. Wspominając ten "moment chwały" uroczyście dekorowano wówczas miasta czerwono-biało-czerwonymi flagami. Imieniem "15 maja" nazwano ulice i place w całym kraju, a wspomniana "jedność" i "konsolidacja narodowa" były hasłami wszechobecnymi w ówczesnej propagandzie – dość powiedzieć, że dyneburski teatr miejski powstały w latach 30. otrzymał właśnie nazwę "Domu Jedności" (zbudowany, jakżeby inaczej, na "placu Jedności"). Dyktatura ulmanisowska odwoływała się – podobnie jak Salazar – do idei korporacjonizmu, stąd różnego rodzaju izby (m.in. rolna, przemysłowa, inteligencji), które miały zastąpić parlament.
Data 15 maja w okresie sowieckim została wykreślona z kalendarza, a okres 1934-1940 nazwany „faszystowskim” (podobnym epitetem określano go już w Moskwie przed wojną). Ze zrozumiałych względów 15 maja nie obchodzono również na emigracji zdominowanej politycznie przez LSDSP. Nie powróciła po 1990 r. tj. 11 i 18 listopada, gdy Łotwa budowała od podstaw system demokratyczny, byłoby to zupełnie "antypedagogiczne". Od lat uroczystości w tym dniu organizuje jednak organizacja (obecnie partia polityczna) Visu Latvijai! (Wszystko dla Łotwy!). Warto dodać, że pomysłu nie podchwyciła żadna z innych partii – świętowanie 15 maja uznano nawet w niektórych kręgach za "faszystowskie" (to "Centrum Zgody" i PCTVL. Gwoli ścisłości trzeba jednak powiedzieć, że ostatnio jeden z liderów Centrum A. Rubiks zauważył, że "Łotwie brakuje lidera na miarę Ulmanisa"). W 2008 r. obchody skrytykował historyk Aivars Stranga, wskazując, że w demokratycznym kraju powinno się obchodzić jedynie 18 listopada (data założenia RŁ w 1918 r.). Zgodził się z tym, co powtarzają działacze VL!, że Ulmanis dał Łotwie nadzwyczajnie dużo "w dziedzinie kultury oraz jedności", jednak wszystko to nastąpiło przed 15 maja 1934 r., który oznaczał dla Łotwy zniesienie konstytucji, zakaz partii politycznych i związków zawodowych. Wg Strangi "15 maja nie jest jasną datą ani dla Łotwy, ani w życiu Ulmanisa". Działacze nie dają jednak za wygraną. Twierdzą, że, "nie chcą czcić daty przewrotu, ale to, jak wiele dobrego zrobił Kārlis Ulmanis na rzecz kultury, sprawiedliwości i pomyślności Łotwy". Wg lidera VL! Raivisa Dzintarsa "nawet jeśliby ktoś chciał widzieć w Ulmanisie przede wszystkim dyktatora, nikomu nie udało się zrobić tyle dla dobra państwa co jemu". Zauważył przy tym, że obecna demokracja na Łotwie jest jedynie formalna, a tak naprawdę krajem rządzi "dyktatura oligarchów" (było to jeszcze za rządów Godmanisa. Co Dzintars sądzi obecnie?). Jak twierdzi szef VL!, a obecnie poseł na Sejm, w 1934 r. dokonano przewrotu na Łotwie, bo taki był duch epoki. Precyzując dodał, że nawet w szeregach VL! Ulmanis budzi kontrowersje – różnie jest np. oceniana jego decyzja z października 1939 r. o wydaniu zgody na utworzenie sowieckich baz militarnych w kraju.
Również i dziś, jak co roku, odbędzie się tradycyjny Rajd Jedności (Vienības brauciens), w którym wezmą udział jadące kolumnami samochody z wyeksponowanymi flagami łotewskimi. Rajd odbędzie się na czterech trasach: Ryga – Ogre, Jełgawa – Ogre, Valmiera – Ogre, Jēkabpils – Ogre. Na każdej z tych marszrut planowany jest postój w kilku miejscowościach (w tej liczbie w Pikša, gdzie znajduje się Muzeum Ulmanisa). W miejscowości Ogre dojdzie do połączenia kolumn i wspólnego "rajdu na Rygę", który zakończy się o godz. 19 pod pomnikiem Ulmanisa. Jak napisano na stronie Visu Latvijai! flagi przypominają, iż "duchowy przewrót zorientowany na jedność narodową jest potrzebny również we współczesnej Łotwie". O godzinie 19 pod pomnikiem Ulmanisa odbędzie się uroczyste zapalenie świec, składanie kwiatów, a także – jakże by inaczej na Łotwie – śpiewanie pieśni. Czy dopisze pogoda?
Po wysłuchaniu peanów na cześć dyktatora, które wygłaszają działacze VL!, rodzi się pytanie, na ile, będąc przecież od kilku miesięcy w Sejmie, traktują oni na poważnie demokrację parlamentarną, a co za tym idzie – własną rolę w parlamencie. Czy współczesna Łotwa potrzebuje nawiązywania do tego typu postaci jak Ulmanis, a jeśli tak – dlaczego na datę obchodów wybierać 15 maja, a nie 18 listopada? Jak działacze VL! rozumieją dziś hasło "jedności narodowej" i "konsolidacji" – czy ma to oznaczać "zagłaskanie" wszystkich różnic społecznych, politycznych czy kulturowych, jakie są codziennością Łotwy? Jak to uczynić w świecie, w którym różnorodność, demokracja, spór wpisany jest na sztandary? Co z ulmanisowskim hasłem "łotewskiej Łotwy"? Działacze VL! posługują się nim nadzwyczaj chętnie – na ile o "łotewskiej Łotwie" można jednak marzyć w kraju zamieszkanym w 45% przez mniejszości narodowe? Już przed wojną było to hasło nieco na wyrost. Dużo zagadek, dużo pytań – trzeba je stawiać, jeśli 15 maja ma być nie tylko "zabawą" i "historyczną rekonstrukcją" (rajd na Rygę chyba coś przypomina?). Może powinien być momentem refleksji nad kruchością demokracji? Ale to już słabo wpisuje się w kontekst samych obchodów – tu raczej nie ma miejsca na trudne pytania dla Ulmanisa...
Pamięć o dyktaturze na Łotwie. Karlis Ulmanis pozostaje na Łotwie postacią mniej uhonorowaną niż Piłsudski w Polsce. Owszem, w 1993 r. nazwisko to okazało się na tyle ważnym symbolem ciągłości z I Republiką Łotewską, że na urząd prezydenta wybrano jego bratanka Guntisa (obecnie posła z ramienia "oligarchów" z PLL – los płata figle). Później jednak starano się unikać zbędnego afiszowania – miasta łotewskie znowu nie tak często honorują go nazwami ulic, placów czy szkół, nie ma tez byt wielu pomników dyktatora. Aleja Ulmanisa w Rydze znajduje się nie w sercu miasta (jak pl. Piłsudskiego w Warszawie), a na obrzeżach Rygi (do 1990 r. była to ulica niemieckiego komunisty Thaelmanna). Nie ma chyba miasta w Polsce, które w ten czy inny sposób nie uczciłoby Marszałka. Nawet w okresie PRL nie był on postacią zupełnie wyrzuconą poza nawias (choć o honorowaniu nazwami ulic mowy być nie mogło) – o Ulmanisie nie pisano inaczej jak o "faszystowskim dyktaturze w służbie łotewskiej burżuazji" współpracującym z "faszystowskimi reżimami" i odpowiedzialnym na "postępującą faszyzację kraju". Czytając tego typu "analizy" – choćby w starych łotewskich encyklopediach – warto docenić historiografię doby Polski Ludowej. Zohydzenie Ulmanisa przez Sowietów nie wydaje się być jedynym – nawet nie głównym – powodem dystansu do tej postaci we współczesnej Łotwie. O ile Józef Piłsudski po 1926 r. zachował pozory półdemokratycznego państwa – do 1939 r. zbierał się parlament, w którym jeszcze przez dziewięć lat po przewrocie była obecna opozycja, działały partie polityczne, który wygrywały wybory do samorządu, związki zawodowe, a cenzura prasy nie była aż tak dokuczliwa., była konstytucja, kontrowersyjna, ale jednak – to Łotwa w latach 1934-1940 zdemontowała w zasadzie wszystkie elementy państwa demokratycznego (o wiele mocniej niż zrobiono to w Kownie i Tallinie). W dodatku, związany od lat z prawicą Ulmanis, był dyktatorem konserwatywnym, inaczej niż Marszałek, któremu przyszło walczyć z narodową demokracją, której rządów polska inteligencja obawiała się znacznie bardziej niż niegdysiejszego działacza PPS. To też ma swoją wagę.
niedziela, 15 maja 2011
piątek, 13 maja 2011
Łotwa kłóci się o homoseksualizm (w podręcznikach)
Wiadomość została podana przez łotewskie media w zeszłym tygodniu, jednak dotychczas debatę publiczną zdominowało zagadnienie Święta 9 Maja, dlatego pozwalam sobie pisać o całej sprawie dopiero dziś.
Wszystko zaczęło się od listu otwartego, w którym przedstawiciele wspólnot i organizacji religijnych zwrócili się do premiera Dombrovskisa z prośbą, by szef rządu i minister oświaty Rolands Broks ocenili zawartość podręcznika do nauk społecznych przeznaczonego dla 9 klasy szkół średnich. Pod listem podpisali się m.in. katolicki arcybiskup Rygi Zbigniew Stankiewicz, arcybiskup Łotewskiego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego (LELB) Jānis Vanags, biskup Związku Łotewskich Parafii Baptystycznych Pēteris Sproģis, przedstawiciele parafii adwentystów dnia siódmego, a także organizacja "Młode Pokolenie" ("Jaunās paaudze"). Swój podpis złożyła przedstawicielka wydziału zabezpieczenia społecznego urzędu miejskiego w Rydze Irēna Kondrāte, a także dwaj politycy: szef młodzieżówki LPP/LC Agris Ameriks (syn wiceburmistrza Rygi z ramienia tego ugrupowania) oraz poseł na Sejm RŁ Imants Parādnieks (Wszystko dla Łotwy!). O co chodzi? Powodem kontrowersji stała się strona 187 podręcznika (wydanego z inicjatywy Ministerstwa Oświaty i Nauki, IZM), na której "Zvaigzne ABC" (jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw na Łotwie) umieściło wywiad z psycholog Jolantą Cihanovičą. Wg Cihanovičy, będącej wcześniej członkiem zarządu Organizacji LGBT i Ich Przyjaciół "Mozaīka", homoseksualizm jest po prostu zwyczajną preferencją seksualną równorzędną z heteroseksualizmem, a członkowie społeczności LGBT – akceptowani w większości krajów Europy – stanowią w Łotwie 8-10% ludności. Sygnatariusze byli oburzeni wypowiedzią pani psycholog, którą uznano za osobę nie całkowicie neutralną w sporze na temat natury homoseksualizmu. Z interwencją do ministra oświaty pospieszyło również ugrupowanie O Lepszą Łotwę (PLL) – zwane przez przeciwników politycznych "partią pastorów", pytając, czy to norma, że w podręcznikach przedrukowuje się wywiady z portali internetowych (wywiad ukazał się na stronie apollo.lv). Zwrócono również uwagę na związki psycholog z organizacjami LGBT, podkreślające, że jej wypowiedzi "są tendencyjne i nie odpowiednie dla młodzieży, której seksualność jest dopiero w stadium rozwoju, a zrozumienie tych kwestii dopiero się formuje". Zwrócono również uwagę na brak naukowego potwierdzenia tezy o 8-10% udziale homoseksualistów w społeczeństwie. Zażądano od IZM zajęcia jasnego stanowiska w tej sprawie.
Ministerstwo, na czele którego stoi przedstawiciel bloku politycznego Związek Zielonych i Rolników (mimo swojej "centrowości" ugrupowanie to w sprawach kulturowo-obyczajowych zajmuje stanowisko bardziej konserwatywne od prawicowej "Jedności"), zgodziło się z uwagami PLL oraz liderów organizacji religijnych. Wydawnictwu zlecono uzupełnienie do 1 lipca informacji na temat homoseksualizmu o "alternatywne poglądy". "Zvaigzne ABC" nie daje jednak za wygraną. Wg głównej redaktor Ilze Briģe książka "odpowiada wszelkim kryteriom". Odpowiednie uwagi ministerstwa dotarły do wydawnictwa zresztą dopiero w piątek 6 maja, dlatego sprawa ta jest wciąż dyskutowana na kolegium. Z ponownym wydrukiem nie będzie jednak tak łatwo: książka została wydana dopiero w zeszłym roku. "Dotychczas nie było żadnych zastrzeżeń. Książka mówi o wszystkich aspektach związanych z seksualnością, o relacjach hetero- i homoseksualnych, o przerywaniu ciąży (...) Jest przygotowana zgodnie z podejściem socjologicznym. Interesujące społecznie kwestie zostały tu poddane jako temat do dyskusji. Uczniom wraz z nauczycielami dano możliwość dyskusji o tych problemach" – tyle redaktor główna wydawnictwa. Wg sekretarz prasowej IZM Bandeniece "fragmenty wywiadu z ekspertem Jolantą Cihanovičą mogłyby się znaleźć w podręczniku, jednak powinny zostać wzbogacone o przeciwny pogląd – stanowisko kościołów, by zachęcić uczniów do dyskusji na ten temat".
O sprawie wypowiedział się dziennikarz, bloger i wykładowca Uniwersytetu Łotewskiego Kārlis Streips, który swego "coming outu" dokonał już w wieku 16 lat i nigdy nie krył w życiu publicznym swej orientacji seksualnej (do 1989 r. mieszkał w USA). Jest znany ze swego krytycznego podejścia do Łotwy, którą swego czasu nazwał "republiką bananową", był również sądzony za "podburzanie do nienawiści narodowościowej" przeciwko Rosjanom (jeden z czytelników jego bloga oburzył się na porównanie Pomnika Zwycięstwa do męskiego członka, a także zgryźliwe uwagi na temat rosyjskiego burmistrza Rygi Niła Uszakowa). Od 1992 r. jest również związany z parafią anglikańską w Rydze, był jej współzałożycielem, a następnie wygłaszał w niej kazania (na marginesie – to w kościele anglikańskim po raz pierwszy udzielono "ślubu homoseksualnego" na Łotwie, pracował w nim także pierwszy gejowski pastor, ekskomunikowany wcześniej ze wspólnoty luterańskiej Māris Sants). Streips wyraził oburzenie "mieszaniem się kościoła do spraw publicznych". Wg dziennikarza "nie bez powodu w Łotwie i innych demokratycznych państwach kościół jest oddzielony od władzy świeckiej – jeśli chce kogoś nauczać, niech robi to na kazaniach, ale do szkół wtykać swojego nosa nie może. Powinien trzymać swój nos z dala od spraw świeckich". Przy okazji oskarżył duchownych o obłudę, gdyż "ani politycy, ani przedstawiciele kościoła nie protestowali nigdy tak intensywnie przeciwko rozwodom, które dla wartości rodzinnych i sytuacji demograficznej państwa przysłużyły się znacznie gorzej, niż tak gorąco zwalczany przez nich homoseksualizm". Odwołał się również do Biblii, w której "Jezus sprzeciwiał się rozwiązaniu małżeństwa, ale o preferencjach seksualnych nic nie mówił", dlatego fakt, że kościół występuje przeciwko społeczności LGBT jest „przejawem gigantycznej obłudy”. Wg Streipsa kościół rzymskokatolicki "powinien spojrzeć sam na siebie", gdyż "przez stulecia tolerował pedofilów wśród własnych duchownych". Streips, jedna z kilku osób w Łotwie, które otwarcie mówią o swych preferencjach seksualnych, uważa homoseksualizm za coś całkowicie normalnego, a "tylko niezbyt mądrzy ludzie mogą uważać go za chorobę". Jak podkreśla: "homoseksualiści byli zawsze – zarówno w czasach, gdy palono za to na stosie i umieszczano w klinikach psychiatrycznych, jak i teraz, a dzieci należy uczyć, że człowiek jest człowiekiem, niezależnie od jego seksualności, koloru skóry, narodowości i innych czynników".
Sprawa podręcznika jest delikatna, bo dotyka relacji państwo – kościoły, dlatego też politycy starają się być oględni w wyrażaniu własnych poglądów, by nie zrażać do siebie wierzącego elektoratu. W sprawie listu organizacji religijnych wypowiedziała się jednak minister kultury Sarmīte Ēlerte (Związek Obywatelski). Wg byłej redaktor naczelnej "Dieny" "kościół nie ma podstawy, by żądać uwzględnienia w podręczniku własnych poglądów na temat homoseksualizmu, ponieważ Łotwa jest państwem świeckim". Nieco się rozpędzając dodała, iż "żądanie, by usunąć jakiś pogląd z podręcznika bądź zakazać publikacji jest ukrytą cenzurą. Skądinąd, kwestia, której organizacji pogląd należy umieścić w podręczniku – kościoła, "Mozaīki" (łotewska organizacja chroniąca prawa LGBT), psychologów czy socjologów – jest i powinna być niezależnym wyborem specjalistów od oświaty". Wg Ēlerte "państwo nie ingeruje w sprawy kościoła, nie mówi duchownym, jakie kazania mają głosić z ambony. Kościół wciąż posiada szerokie możliwości głoszenia własnych poglądów w spektrum publicznym". Trzeba dokonać małego sprostowania – nikt z sygnatariuszy nie mówił o wykreśleniu z książki informacji lekarskich i naukowych o homoseksualizmie, chodziło raczej o uzupełnienie podręcznika o wrażliwość kościołów chrześcijańskich, których wierni stanowią na Łotwie wciąż sporą grupę ludności. Chrześcijański punkt widzenia na naturę homoseksualizmu pozostaje zresztą dość popularny nawet i w krajach Europy Zachodniej. Trudno zgodzić się z tezą Ēlerte, że poglądy kościelne nie powinny być uwzględnianie w podręcznikach, "bo Łotwa jest państwem świeckim" – ich miejsce jest jak najbardziej w podręczniku, gdy pomoc naukowa musi uwzględniać wszystkie punkty widzenia, nie narzucając uczniom żadnego z nich, a dając prawo wyboru. Kwestią zupełnie odrębną pozostaje wpływ kościołów na ustawodawstwo w dziedzinie związków partnerskich, ale powiedzmy sobie szczerze – to nie wspólnoty religijne blokowały na Łotwie przez lata uregulowanie tej kwestii, a raczej odziedziczona po czasach sowieckich społeczna niechęć do homoseksualizmu, której ulegają również politycy.
Sprawa wywołała ożywione komentarze na forach internetowych. Jak to zwykle bywa forumowicze podzielili się na dwie radykalne grupy. To co może zaskakiwać, to dość spora liczba komentarzy broniących podręcznika, a atakujących polityków i organizacje religijne. Pojawiły się oczywiście dyżurne argumenty o "pedofilii duchownych", "obłudzie kościoła katolickiego", "inkwizycji, która mordowała inaczej myślących" etc. Jedna z forumowiczek wyraziła żal, że musi żyć "w ciemnej, zacofanej i nietolerancyjnej Łotwie", gdy Europa jest tak kolorowa. Z drugiej strony mieliśmy głosy odwołujące się do homoseksualizmu jako grzechu, będącego "przepustką" do ulegania pedofilii i zoofilii. Niektóre komentarze brały w obronę kościoły chrześcijańskie, przypominając Streipsowi, ze o tym, co kościół może głosić z ambony i czego może się domagać w życiu społecznym, decydowano odgórnie raczej w czasach sowieckich. Niektórzy pisali, że brzydzą się tak samo katolikami, jak i homoseksualistami.
Dyskusja o podręczniku, która równie dobrze mogłaby się odbyć w Polsce czy na Litwie, pokazuje jak bardzo kontrowersyjną kwestią pozostaje homoseksualizm na Łotwie, która – w przeciwieństwie do Polski czy NRD – zalegalizowała go dopiero w 1993 r. W dyskusji tej objawiły się dwa skrajne poglądy. Ciekawe, że ci którzy mówią o prawie do obecności wspólnoty LGBT w życiu publicznym, bardzo chętnie odebraliby je kościołom chrześcijańskim, które "mają się trzymać z daleka od spraw publicznych". W opinii wielu (znalazło to swoje odbicie choćby w słowach minister kultury pochodzącej z prawicowej "Jedności") wspólnoty wyznaniowe wciąż powinny się ograniczyć do sprawowania posługi religijnej i do minimum zredukować zabieranie głosu już nie tylko w sprawach politycznych, ale również społeczno-kulturowych, bo w ten sposób "łamią świeckość państwa". Z drugiej strony, mieliśmy nieco histeryczną postawę PLL, którego liderzy tacy jak Ainārs Šlesers, Ainars Baštiks czy Jānis Šmits od lat walczą „z zagrożeniem homoseksualnym”, które w bardzo tradycjonalistycznej Łotwie jest raczej papierowym tygrysem. "Walka o tradycyjne wartości rodzinne" prezentuje się "na górze" całkiem dobrze, choć skutkuje nietolerancją i poniżaniem "na dole" (nie pierwszy to przypadek, gdy dobre intencje polityków rozmijają się z rezultatami ich działań). Z drugiej strony mamy kultywowane jeszcze od czasów sowieckich przekonanie, że "kościół nie powinien zabierać głosu w sprawach publicznych". Może zamiast nawzajem kneblować sobie usta czas zacząć debatę?
Wszystko zaczęło się od listu otwartego, w którym przedstawiciele wspólnot i organizacji religijnych zwrócili się do premiera Dombrovskisa z prośbą, by szef rządu i minister oświaty Rolands Broks ocenili zawartość podręcznika do nauk społecznych przeznaczonego dla 9 klasy szkół średnich. Pod listem podpisali się m.in. katolicki arcybiskup Rygi Zbigniew Stankiewicz, arcybiskup Łotewskiego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego (LELB) Jānis Vanags, biskup Związku Łotewskich Parafii Baptystycznych Pēteris Sproģis, przedstawiciele parafii adwentystów dnia siódmego, a także organizacja "Młode Pokolenie" ("Jaunās paaudze"). Swój podpis złożyła przedstawicielka wydziału zabezpieczenia społecznego urzędu miejskiego w Rydze Irēna Kondrāte, a także dwaj politycy: szef młodzieżówki LPP/LC Agris Ameriks (syn wiceburmistrza Rygi z ramienia tego ugrupowania) oraz poseł na Sejm RŁ Imants Parādnieks (Wszystko dla Łotwy!). O co chodzi? Powodem kontrowersji stała się strona 187 podręcznika (wydanego z inicjatywy Ministerstwa Oświaty i Nauki, IZM), na której "Zvaigzne ABC" (jedno z najbardziej prestiżowych wydawnictw na Łotwie) umieściło wywiad z psycholog Jolantą Cihanovičą. Wg Cihanovičy, będącej wcześniej członkiem zarządu Organizacji LGBT i Ich Przyjaciół "Mozaīka", homoseksualizm jest po prostu zwyczajną preferencją seksualną równorzędną z heteroseksualizmem, a członkowie społeczności LGBT – akceptowani w większości krajów Europy – stanowią w Łotwie 8-10% ludności. Sygnatariusze byli oburzeni wypowiedzią pani psycholog, którą uznano za osobę nie całkowicie neutralną w sporze na temat natury homoseksualizmu. Z interwencją do ministra oświaty pospieszyło również ugrupowanie O Lepszą Łotwę (PLL) – zwane przez przeciwników politycznych "partią pastorów", pytając, czy to norma, że w podręcznikach przedrukowuje się wywiady z portali internetowych (wywiad ukazał się na stronie apollo.lv). Zwrócono również uwagę na związki psycholog z organizacjami LGBT, podkreślające, że jej wypowiedzi "są tendencyjne i nie odpowiednie dla młodzieży, której seksualność jest dopiero w stadium rozwoju, a zrozumienie tych kwestii dopiero się formuje". Zwrócono również uwagę na brak naukowego potwierdzenia tezy o 8-10% udziale homoseksualistów w społeczeństwie. Zażądano od IZM zajęcia jasnego stanowiska w tej sprawie.
Ministerstwo, na czele którego stoi przedstawiciel bloku politycznego Związek Zielonych i Rolników (mimo swojej "centrowości" ugrupowanie to w sprawach kulturowo-obyczajowych zajmuje stanowisko bardziej konserwatywne od prawicowej "Jedności"), zgodziło się z uwagami PLL oraz liderów organizacji religijnych. Wydawnictwu zlecono uzupełnienie do 1 lipca informacji na temat homoseksualizmu o "alternatywne poglądy". "Zvaigzne ABC" nie daje jednak za wygraną. Wg głównej redaktor Ilze Briģe książka "odpowiada wszelkim kryteriom". Odpowiednie uwagi ministerstwa dotarły do wydawnictwa zresztą dopiero w piątek 6 maja, dlatego sprawa ta jest wciąż dyskutowana na kolegium. Z ponownym wydrukiem nie będzie jednak tak łatwo: książka została wydana dopiero w zeszłym roku. "Dotychczas nie było żadnych zastrzeżeń. Książka mówi o wszystkich aspektach związanych z seksualnością, o relacjach hetero- i homoseksualnych, o przerywaniu ciąży (...) Jest przygotowana zgodnie z podejściem socjologicznym. Interesujące społecznie kwestie zostały tu poddane jako temat do dyskusji. Uczniom wraz z nauczycielami dano możliwość dyskusji o tych problemach" – tyle redaktor główna wydawnictwa. Wg sekretarz prasowej IZM Bandeniece "fragmenty wywiadu z ekspertem Jolantą Cihanovičą mogłyby się znaleźć w podręczniku, jednak powinny zostać wzbogacone o przeciwny pogląd – stanowisko kościołów, by zachęcić uczniów do dyskusji na ten temat".
O sprawie wypowiedział się dziennikarz, bloger i wykładowca Uniwersytetu Łotewskiego Kārlis Streips, który swego "coming outu" dokonał już w wieku 16 lat i nigdy nie krył w życiu publicznym swej orientacji seksualnej (do 1989 r. mieszkał w USA). Jest znany ze swego krytycznego podejścia do Łotwy, którą swego czasu nazwał "republiką bananową", był również sądzony za "podburzanie do nienawiści narodowościowej" przeciwko Rosjanom (jeden z czytelników jego bloga oburzył się na porównanie Pomnika Zwycięstwa do męskiego członka, a także zgryźliwe uwagi na temat rosyjskiego burmistrza Rygi Niła Uszakowa). Od 1992 r. jest również związany z parafią anglikańską w Rydze, był jej współzałożycielem, a następnie wygłaszał w niej kazania (na marginesie – to w kościele anglikańskim po raz pierwszy udzielono "ślubu homoseksualnego" na Łotwie, pracował w nim także pierwszy gejowski pastor, ekskomunikowany wcześniej ze wspólnoty luterańskiej Māris Sants). Streips wyraził oburzenie "mieszaniem się kościoła do spraw publicznych". Wg dziennikarza "nie bez powodu w Łotwie i innych demokratycznych państwach kościół jest oddzielony od władzy świeckiej – jeśli chce kogoś nauczać, niech robi to na kazaniach, ale do szkół wtykać swojego nosa nie może. Powinien trzymać swój nos z dala od spraw świeckich". Przy okazji oskarżył duchownych o obłudę, gdyż "ani politycy, ani przedstawiciele kościoła nie protestowali nigdy tak intensywnie przeciwko rozwodom, które dla wartości rodzinnych i sytuacji demograficznej państwa przysłużyły się znacznie gorzej, niż tak gorąco zwalczany przez nich homoseksualizm". Odwołał się również do Biblii, w której "Jezus sprzeciwiał się rozwiązaniu małżeństwa, ale o preferencjach seksualnych nic nie mówił", dlatego fakt, że kościół występuje przeciwko społeczności LGBT jest „przejawem gigantycznej obłudy”. Wg Streipsa kościół rzymskokatolicki "powinien spojrzeć sam na siebie", gdyż "przez stulecia tolerował pedofilów wśród własnych duchownych". Streips, jedna z kilku osób w Łotwie, które otwarcie mówią o swych preferencjach seksualnych, uważa homoseksualizm za coś całkowicie normalnego, a "tylko niezbyt mądrzy ludzie mogą uważać go za chorobę". Jak podkreśla: "homoseksualiści byli zawsze – zarówno w czasach, gdy palono za to na stosie i umieszczano w klinikach psychiatrycznych, jak i teraz, a dzieci należy uczyć, że człowiek jest człowiekiem, niezależnie od jego seksualności, koloru skóry, narodowości i innych czynników".
Sprawa podręcznika jest delikatna, bo dotyka relacji państwo – kościoły, dlatego też politycy starają się być oględni w wyrażaniu własnych poglądów, by nie zrażać do siebie wierzącego elektoratu. W sprawie listu organizacji religijnych wypowiedziała się jednak minister kultury Sarmīte Ēlerte (Związek Obywatelski). Wg byłej redaktor naczelnej "Dieny" "kościół nie ma podstawy, by żądać uwzględnienia w podręczniku własnych poglądów na temat homoseksualizmu, ponieważ Łotwa jest państwem świeckim". Nieco się rozpędzając dodała, iż "żądanie, by usunąć jakiś pogląd z podręcznika bądź zakazać publikacji jest ukrytą cenzurą. Skądinąd, kwestia, której organizacji pogląd należy umieścić w podręczniku – kościoła, "Mozaīki" (łotewska organizacja chroniąca prawa LGBT), psychologów czy socjologów – jest i powinna być niezależnym wyborem specjalistów od oświaty". Wg Ēlerte "państwo nie ingeruje w sprawy kościoła, nie mówi duchownym, jakie kazania mają głosić z ambony. Kościół wciąż posiada szerokie możliwości głoszenia własnych poglądów w spektrum publicznym". Trzeba dokonać małego sprostowania – nikt z sygnatariuszy nie mówił o wykreśleniu z książki informacji lekarskich i naukowych o homoseksualizmie, chodziło raczej o uzupełnienie podręcznika o wrażliwość kościołów chrześcijańskich, których wierni stanowią na Łotwie wciąż sporą grupę ludności. Chrześcijański punkt widzenia na naturę homoseksualizmu pozostaje zresztą dość popularny nawet i w krajach Europy Zachodniej. Trudno zgodzić się z tezą Ēlerte, że poglądy kościelne nie powinny być uwzględnianie w podręcznikach, "bo Łotwa jest państwem świeckim" – ich miejsce jest jak najbardziej w podręczniku, gdy pomoc naukowa musi uwzględniać wszystkie punkty widzenia, nie narzucając uczniom żadnego z nich, a dając prawo wyboru. Kwestią zupełnie odrębną pozostaje wpływ kościołów na ustawodawstwo w dziedzinie związków partnerskich, ale powiedzmy sobie szczerze – to nie wspólnoty religijne blokowały na Łotwie przez lata uregulowanie tej kwestii, a raczej odziedziczona po czasach sowieckich społeczna niechęć do homoseksualizmu, której ulegają również politycy.
Sprawa wywołała ożywione komentarze na forach internetowych. Jak to zwykle bywa forumowicze podzielili się na dwie radykalne grupy. To co może zaskakiwać, to dość spora liczba komentarzy broniących podręcznika, a atakujących polityków i organizacje religijne. Pojawiły się oczywiście dyżurne argumenty o "pedofilii duchownych", "obłudzie kościoła katolickiego", "inkwizycji, która mordowała inaczej myślących" etc. Jedna z forumowiczek wyraziła żal, że musi żyć "w ciemnej, zacofanej i nietolerancyjnej Łotwie", gdy Europa jest tak kolorowa. Z drugiej strony mieliśmy głosy odwołujące się do homoseksualizmu jako grzechu, będącego "przepustką" do ulegania pedofilii i zoofilii. Niektóre komentarze brały w obronę kościoły chrześcijańskie, przypominając Streipsowi, ze o tym, co kościół może głosić z ambony i czego może się domagać w życiu społecznym, decydowano odgórnie raczej w czasach sowieckich. Niektórzy pisali, że brzydzą się tak samo katolikami, jak i homoseksualistami.
Dyskusja o podręczniku, która równie dobrze mogłaby się odbyć w Polsce czy na Litwie, pokazuje jak bardzo kontrowersyjną kwestią pozostaje homoseksualizm na Łotwie, która – w przeciwieństwie do Polski czy NRD – zalegalizowała go dopiero w 1993 r. W dyskusji tej objawiły się dwa skrajne poglądy. Ciekawe, że ci którzy mówią o prawie do obecności wspólnoty LGBT w życiu publicznym, bardzo chętnie odebraliby je kościołom chrześcijańskim, które "mają się trzymać z daleka od spraw publicznych". W opinii wielu (znalazło to swoje odbicie choćby w słowach minister kultury pochodzącej z prawicowej "Jedności") wspólnoty wyznaniowe wciąż powinny się ograniczyć do sprawowania posługi religijnej i do minimum zredukować zabieranie głosu już nie tylko w sprawach politycznych, ale również społeczno-kulturowych, bo w ten sposób "łamią świeckość państwa". Z drugiej strony, mieliśmy nieco histeryczną postawę PLL, którego liderzy tacy jak Ainārs Šlesers, Ainars Baštiks czy Jānis Šmits od lat walczą „z zagrożeniem homoseksualnym”, które w bardzo tradycjonalistycznej Łotwie jest raczej papierowym tygrysem. "Walka o tradycyjne wartości rodzinne" prezentuje się "na górze" całkiem dobrze, choć skutkuje nietolerancją i poniżaniem "na dole" (nie pierwszy to przypadek, gdy dobre intencje polityków rozmijają się z rezultatami ich działań). Z drugiej strony mamy kultywowane jeszcze od czasów sowieckich przekonanie, że "kościół nie powinien zabierać głosu w sprawach publicznych". Może zamiast nawzajem kneblować sobie usta czas zacząć debatę?
sobota, 7 maja 2011
Niechciane święto 9 Maja wraca na Łotwę?
Pracowite dni czekają burmistrza Rygi, 34–letniego Niła Uszakowa. Ledwo skończyło się Święto Niepodległości 4 maja, w którym Łotysze wspominali uchwalenie przez Radę Najwyższą ŁSRR deklaracji o odnowieniu niepodległości z 1990 r., a już zaczynają się święta majowe: na Łotwie kojarzone nie tyle z Dniami Europy (5.05, 9.05), co z końcem II wojny światowej. Data ta jest nad Dźwiną o wiele bardziej niepopularna niż w Polsce, gdyż rok 1945 oznaczał dla Łotyszy nie wasalizację, a bezpośrednią inkorporację do imperium sowieckiego, która skutkowała m.in. zesłaniem kilkudziesięciu tysięcy obywateli RŁ w głąb ZSRR i utratą niepodległości na 45 lat.
Służby prasowe miasta Rygi poinformowały kilka dni temu o kalendarzu obchodów burmistrza Uszakowa: 8 maja głowa miasta odwiedzi Bratnie Mogiły w Rydze, na których leżą m.in. bohaterowie okresu walk o niepodległość (1918-1921), ale i żołnierze radzieccy. W tym samym dniu weźmie udział w organizowanych przez przedstawicielstwo Komisji Europejskiej obchodach Dnia Europy w Ogrodzie Vērmane, w którym o godz. 16 wygłosi przemówienie. Następnego dnia, który w czasach sowieckich obchodzony był jako Dzień Zwycięstwa (obecnie jest również świętem w Rosji, na Ukrainie i Białorusi) przyjmie w urzędzie miejskim weteranów 130 korpusu łotewskich strzelców (walczącego w strukturach Armii Czerwonej), złoży kwiaty pod Pomnikiem Zwycięstwa w Rydze, pod którym również o godz. 20:30 wygłosi przemówienie do zgromadzonych ryżan. Po przemówieniu zaśpiewa autor i wykonawca pieśni Ainārs Mielavs. Uszakow jest pierwszym w historii niepodległej Łotwy burmistrzem stolicy, który bierze udział w obchodach z 9 maja. W zeszłym roku przeprosił publicznie weteranów Armii Czerwonej za afronty, jakich doznawali przez dwadzieścia lat niepodległości od kolejnych władz państwowych.
Decyzję Uszakowa o wygłoszeniu przemówienia pod Pomnikiem Zwycięstwa skrytykowali dwaj poprzedni burmistrzowie Rygi wywodzący się z łotewskich ugrupowań centroprawicowych: Jānis Birks ("Ojczyźnie i Wolności" – Łotewski Narodowy Ruch Niepodległości) i Aivars Aksenoks ("Nowa Era"). Wg Birksa jeśli Uszakowowi zależy na zjednoczeniu społeczeństwa, to święto powinno się odbyć 8 maja, wtedy kiedy obchodzi je cała Europa, a nie 9 maja. Obchody w dniu 9 maja jedynie podzielą społeczeństwo. "Należy zwrócić uwagę, jaką siłę polityczną reprezentuje Nił Uszakow, wtedy jest zrozumiałe, że jego celem jest akcja polityczna. Jako burmistrz Rygi nie ma on obowiązku brać udziału w tego typu wydarzeniach, ponieważ nie jest to ani oficjalne święto państwowe, ani ważny dla naszego narodu dzień pamięci" – skomentował Aivars Aksenoks z "Nowej Ery" (partii premiera Dombrovskisa). Wcześniej z apelem o nieświętowanie 9 maja zwrócił się do Uszakowa Klub Radnych Związku Obywatelskiego w Rydze, przypominając mu, że "jest burmistrzem stolicy kraju należącego do Unii Europejskiej", a święta 8 i 9 maja to raczej odpowiednio "dzień pamięci o ofiarach II wojny światowej i nazizmu" oraz "Dzień Europy". 9 maja "oznacza dla Łotwy zmianę okupacji Niemiec hitlerowskich na okupację stalinowskiego Związku Sowieckiego, która trwała 50 lat i doprowadziła do deportacji tysięcy niewinnych ludzi, krwawych represji oraz śmierci". Zwrócono się jednocześnie do Uszakowa, by nie zezwolił na marsz organizowany przez stowarzyszenie "9.maijs.lv" i "Rodina" pod Park Zwycięstwa.
Święto 9 Maja od lat dzieli społeczeństwo, nie mniej niż coroczne obchody Dnia Weterana Legionów SS (16 marca; w latach 1998-2000 oficjalny dzień pamięci, po 2000 r. święto obchodzone przez osoby prywatne i organizacje społeczno-polityczne). Większość Łotyszy ma do 9 maja stosunek niechętny, kojarząc koniec wojny raczej z powrotem okupacji sowieckiej (1940-1941) niż "wyzwoleniem od faszyzmu". Takie też stanowisko zajmuje większość partii politycznych odwołujących się do elektoratu łotewskiego (w tym socjaldemokratyczna LSDSP). O święcie pamiętają jednak zarówno organizacje skrajnie lewicowe skupiające w większości ludność rosyjskojęzyczną, jak i partie polityczne Rosjan: Centrum Zgody oraz PCTVL/"Zapczeł". W tym kontekście należy zauważyć, że pamięci historyczne Łotyszy i Rosjan zupełnie do siebie nie przystają. Jednym z przejawów tego zjawiska jest stosunek do "dnia wyzwolenia" i "dnia weteranów SS". Ma to również swoje odbicie w ocenie I Republiki Łotewskiej (1918-1940). Dla wielu Rosjan to prawie że "faszystowskie państwo", "kolonia Wielkiej Brytanii", która z niezrozumiałych powodów nie chciała przynależeć do wielkiego Związku Sowieckiego, podczas gdy dla Łotyszy pamięć o przedwojennym państwie stanowi element narodowej tożsamości. Gdy mowa o roku 1940 Rosjanie powiedzą raczej o "przyłączeniu Łotwy do rodziny narodów radzieckich", Łotysze – o krwawej i bezwzględnej okupacji. Tak samo ocenia się również wybory z okresu II wojny światowej – media rosyjskojęzyczne powtarzają tezę o "faszyzmie" łotewskich ochotników Legionów SS, gazety łotewskie są w tej sprawie zajmują bardziej zniuansowane stanowisko. Niewiele jest forów, na których Rosjanie i Łotysze mogliby się spotykać i podyskutować. Czy taką okazję stworzy mieszana komisja historyków, jaką planuje się powołać na linii Ryga – Moskwa (wzorem komisji polsko-rosyjskiej i litewsko-rosyjskiej)? Doświadczenia z niedawnymi wypowiedziami posła na Sejm RŁ z listy Centrum Zgody Nikołaja Kabanowa na temat Katynia, stanowiącymi regres w stosunku do słów tandemu Putin – Miedwiediew, które padły w latach 2010-2011, każą w to mocno wątpić.
PS. W wywiadzie dla pisma "SestDiena" z 7.05 Uszakow przyznał, że Łotwa była przyłączona do ZSRR w sposób niedemokratyczny i dzięki groźbom użycia siły wojskowej, uchylił się jednak od uznania pojęcia "okupacji sowieckiej". "Nie chcę pozwolić żadnej politycznej sile egzaminować nas przed wyborcami. Byłoby niesłuszne, gdyby jedna siła polityczna przepytywała drugą" – w ten sposób skomentował żądania rządzącej "Jedności", by Centrum uznało fakt okupacji sowieckiej Łotwy w latach 1940-1990. Burmistrz stolicy przyznał, że jednym z powodów niechęci akceptacji słowa "okupacja" jest lęk przed wynikającymi z tego konsekwencjami, a mianowicie uznaniem przebywania na Łotwie "rosyjskojęzycznych" za nielegalne. Wspomniał przy tym o głoszonym przez "Wszystko dla Łotwy!" haśle "dezokupacji", a więc usunięciu z Łotwy znacznej części ludności, która przybyła tu po 1940 r. "Wielu z nich przyjechało na Łotwę w epoce Chruszczowa i Breżniewa, a w tej sytuacji oni także będą łączeni z przestępstwami Stalina. To, na przykład [posłowi na Sejm RŁ z listy VL! Imantowi] Parādniekowi da prawo pracować dalej – zbierać następne podpisy [pod projektem zmian w konstytucji przewidującym nauczanie w publicznych szkołach tylko w języku łotewskim]". Na jesieni zeszłego roku działacze Centrum Zgody, w tym Uszakow, gdy dyskutowana była kwestia akcesu do centroprawicowej koalicji (jako jeden z warunków włączenia SC do rządu "Jedność" postawiła właśnie uznanie faktu okupacji), unikali jasnych deklaracji w tej sprawie, twierdząc, że sprawę tę "należy zostawić historykom".
Służby prasowe miasta Rygi poinformowały kilka dni temu o kalendarzu obchodów burmistrza Uszakowa: 8 maja głowa miasta odwiedzi Bratnie Mogiły w Rydze, na których leżą m.in. bohaterowie okresu walk o niepodległość (1918-1921), ale i żołnierze radzieccy. W tym samym dniu weźmie udział w organizowanych przez przedstawicielstwo Komisji Europejskiej obchodach Dnia Europy w Ogrodzie Vērmane, w którym o godz. 16 wygłosi przemówienie. Następnego dnia, który w czasach sowieckich obchodzony był jako Dzień Zwycięstwa (obecnie jest również świętem w Rosji, na Ukrainie i Białorusi) przyjmie w urzędzie miejskim weteranów 130 korpusu łotewskich strzelców (walczącego w strukturach Armii Czerwonej), złoży kwiaty pod Pomnikiem Zwycięstwa w Rydze, pod którym również o godz. 20:30 wygłosi przemówienie do zgromadzonych ryżan. Po przemówieniu zaśpiewa autor i wykonawca pieśni Ainārs Mielavs. Uszakow jest pierwszym w historii niepodległej Łotwy burmistrzem stolicy, który bierze udział w obchodach z 9 maja. W zeszłym roku przeprosił publicznie weteranów Armii Czerwonej za afronty, jakich doznawali przez dwadzieścia lat niepodległości od kolejnych władz państwowych.
Decyzję Uszakowa o wygłoszeniu przemówienia pod Pomnikiem Zwycięstwa skrytykowali dwaj poprzedni burmistrzowie Rygi wywodzący się z łotewskich ugrupowań centroprawicowych: Jānis Birks ("Ojczyźnie i Wolności" – Łotewski Narodowy Ruch Niepodległości) i Aivars Aksenoks ("Nowa Era"). Wg Birksa jeśli Uszakowowi zależy na zjednoczeniu społeczeństwa, to święto powinno się odbyć 8 maja, wtedy kiedy obchodzi je cała Europa, a nie 9 maja. Obchody w dniu 9 maja jedynie podzielą społeczeństwo. "Należy zwrócić uwagę, jaką siłę polityczną reprezentuje Nił Uszakow, wtedy jest zrozumiałe, że jego celem jest akcja polityczna. Jako burmistrz Rygi nie ma on obowiązku brać udziału w tego typu wydarzeniach, ponieważ nie jest to ani oficjalne święto państwowe, ani ważny dla naszego narodu dzień pamięci" – skomentował Aivars Aksenoks z "Nowej Ery" (partii premiera Dombrovskisa). Wcześniej z apelem o nieświętowanie 9 maja zwrócił się do Uszakowa Klub Radnych Związku Obywatelskiego w Rydze, przypominając mu, że "jest burmistrzem stolicy kraju należącego do Unii Europejskiej", a święta 8 i 9 maja to raczej odpowiednio "dzień pamięci o ofiarach II wojny światowej i nazizmu" oraz "Dzień Europy". 9 maja "oznacza dla Łotwy zmianę okupacji Niemiec hitlerowskich na okupację stalinowskiego Związku Sowieckiego, która trwała 50 lat i doprowadziła do deportacji tysięcy niewinnych ludzi, krwawych represji oraz śmierci". Zwrócono się jednocześnie do Uszakowa, by nie zezwolił na marsz organizowany przez stowarzyszenie "9.maijs.lv" i "Rodina" pod Park Zwycięstwa.
Święto 9 Maja od lat dzieli społeczeństwo, nie mniej niż coroczne obchody Dnia Weterana Legionów SS (16 marca; w latach 1998-2000 oficjalny dzień pamięci, po 2000 r. święto obchodzone przez osoby prywatne i organizacje społeczno-polityczne). Większość Łotyszy ma do 9 maja stosunek niechętny, kojarząc koniec wojny raczej z powrotem okupacji sowieckiej (1940-1941) niż "wyzwoleniem od faszyzmu". Takie też stanowisko zajmuje większość partii politycznych odwołujących się do elektoratu łotewskiego (w tym socjaldemokratyczna LSDSP). O święcie pamiętają jednak zarówno organizacje skrajnie lewicowe skupiające w większości ludność rosyjskojęzyczną, jak i partie polityczne Rosjan: Centrum Zgody oraz PCTVL/"Zapczeł". W tym kontekście należy zauważyć, że pamięci historyczne Łotyszy i Rosjan zupełnie do siebie nie przystają. Jednym z przejawów tego zjawiska jest stosunek do "dnia wyzwolenia" i "dnia weteranów SS". Ma to również swoje odbicie w ocenie I Republiki Łotewskiej (1918-1940). Dla wielu Rosjan to prawie że "faszystowskie państwo", "kolonia Wielkiej Brytanii", która z niezrozumiałych powodów nie chciała przynależeć do wielkiego Związku Sowieckiego, podczas gdy dla Łotyszy pamięć o przedwojennym państwie stanowi element narodowej tożsamości. Gdy mowa o roku 1940 Rosjanie powiedzą raczej o "przyłączeniu Łotwy do rodziny narodów radzieckich", Łotysze – o krwawej i bezwzględnej okupacji. Tak samo ocenia się również wybory z okresu II wojny światowej – media rosyjskojęzyczne powtarzają tezę o "faszyzmie" łotewskich ochotników Legionów SS, gazety łotewskie są w tej sprawie zajmują bardziej zniuansowane stanowisko. Niewiele jest forów, na których Rosjanie i Łotysze mogliby się spotykać i podyskutować. Czy taką okazję stworzy mieszana komisja historyków, jaką planuje się powołać na linii Ryga – Moskwa (wzorem komisji polsko-rosyjskiej i litewsko-rosyjskiej)? Doświadczenia z niedawnymi wypowiedziami posła na Sejm RŁ z listy Centrum Zgody Nikołaja Kabanowa na temat Katynia, stanowiącymi regres w stosunku do słów tandemu Putin – Miedwiediew, które padły w latach 2010-2011, każą w to mocno wątpić.
PS. W wywiadzie dla pisma "SestDiena" z 7.05 Uszakow przyznał, że Łotwa była przyłączona do ZSRR w sposób niedemokratyczny i dzięki groźbom użycia siły wojskowej, uchylił się jednak od uznania pojęcia "okupacji sowieckiej". "Nie chcę pozwolić żadnej politycznej sile egzaminować nas przed wyborcami. Byłoby niesłuszne, gdyby jedna siła polityczna przepytywała drugą" – w ten sposób skomentował żądania rządzącej "Jedności", by Centrum uznało fakt okupacji sowieckiej Łotwy w latach 1940-1990. Burmistrz stolicy przyznał, że jednym z powodów niechęci akceptacji słowa "okupacja" jest lęk przed wynikającymi z tego konsekwencjami, a mianowicie uznaniem przebywania na Łotwie "rosyjskojęzycznych" za nielegalne. Wspomniał przy tym o głoszonym przez "Wszystko dla Łotwy!" haśle "dezokupacji", a więc usunięciu z Łotwy znacznej części ludności, która przybyła tu po 1940 r. "Wielu z nich przyjechało na Łotwę w epoce Chruszczowa i Breżniewa, a w tej sytuacji oni także będą łączeni z przestępstwami Stalina. To, na przykład [posłowi na Sejm RŁ z listy VL! Imantowi] Parādniekowi da prawo pracować dalej – zbierać następne podpisy [pod projektem zmian w konstytucji przewidującym nauczanie w publicznych szkołach tylko w języku łotewskim]". Na jesieni zeszłego roku działacze Centrum Zgody, w tym Uszakow, gdy dyskutowana była kwestia akcesu do centroprawicowej koalicji (jako jeden z warunków włączenia SC do rządu "Jedność" postawiła właśnie uznanie faktu okupacji), unikali jasnych deklaracji w tej sprawie, twierdząc, że sprawę tę "należy zostawić historykom".
niedziela, 24 kwietnia 2011
Wesołych Świąt!
Priecīgas Lieldienas! Светлой пасхи! З Вялікаднём! Häid lihavõttepühi!
Sveiki sulaukę velykų! Frohe Ostern! !אַ פֿריילעכן פּסח (A frejlechn Pejsach!)
Sveiki sulaukę velykų! Frohe Ostern! !אַ פֿריילעכן פּסח (A frejlechn Pejsach!)
sobota, 23 kwietnia 2011
Kto jest kim w wileńskiej radzie miejskiej? (cz. 1)
19 kwietnia, na kilka dni przed Wielkanocą, poznaliśmy nazwisko nowego burmistrza Wilna, a także dwóch jego zastępców (stanowisko trzeciego wiceburmistrza pozostaje nieobsadzone, media piszą, że "czeka" na konserwatystów). Znamy skład nowej koalicji: oprócz ugrupowania Arturasa Zuokasa znalazły się w niej Litewska Partia Socjaldemokratyczna, Partii Pracy oraz Sojusz Rosyjski. "Po drugiej stronie barykady" zostały trzy ugrupowania: Związek Ojczyzny – LKD, AWPL oraz Porządek i Sprawiedliwość Paksasa. Mniej znana wyborcom jest wybrana w lutym b.r. rada miejska Wilna (VI kadencji odrodzonego samorządu). Od rady poprzedniej kadencji (2007-2011) różni się tym, że zabrakło w niej trzech ugrupowań: dwóch partii liberalnych (LiCS i LRLS) oraz Związku Rosjan Dmitrijewa, przybyło zaś tyleż nowych graczy: ugrupowanie Zuokasa, które zwyciężyło w wyborach do samorządu wileńskiego, Partia Pracy Uspaskicha oraz wprowadzony do rady przez Tomaszewskiego Sojusz Rosyjski, który już "na dzień dobry" zaczął prowadzić niezależną od Akcji politykę (skuteczną, bo znalazł się w koalicji "3+"). Kim są nowi radni? Ile wśród nich nowicjuszy, ile wypróbowanych samorządowców? Jaką mają za sobą przeszłość polityczną, jakie doświadczenie? Zapraszam do zapoznania się z małym przeglądem. Na pierwszy ogień: zwycięskie ugrupowanie Zuokasa.
Miroslavas Monkevičius (ur. 1980). Pochodzi z podwileńskich Solecznik. Ukończył szkołę średnią w wileńskich Leszczyniakach, następnie zaś studia z dziedziny nauk politycznych w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego (2003) oraz studia europejskie w tym samym Instytucie (2006). Działał w Klubie Młodych Politologów i Litewskiej Młodzieży Liberalnej. Od młodych lat angażował się w działalność społeczną. Przez dwie kadencje był przewodniczącym Rady Litewskich Organizacji Młodzieżowych (2004-2007). Doradzał związanemu z LiCS ministrowi spraw wewnętrznych RL (2008-2009). Kandydował w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Związku Liberałów i Centrum (2009). Obecnie jest członkiem władz Narodowego Instytutu Rozwoju. Oprócz angielskiego i rosyjskiego deklaruje znajomość języka polskiego. W wolnych chwilach zajmuje się nurkowaniem i czyta. Do wileńskiej rady miejskiej wszedł z drugiego miejsca listy Zuokasa.
Darius Maskoliūnas (ur. 1971). Jeden z trzech sportowców w Klubie Radnych Zuokasa. Był już radnym V kadencji samorządu z listy LiCS (2007-2011). Pochodzi z Janowa nad Wilią. Ukończył średnią szkołę w Janowie, a niedawno również studia z dziedziny administracji na Uniwersytecie Michała Romera (2010). Przez szereg lat był koszykarzem: m.in. w kowieńskim "Żalgirisie" (1992-1999) i sopockim "Prokomie Trefl" (1999-2005). Zyskał wówczas u polskich kibiców pseudonim "Moska". Był członkiem litewskiej reprezentacji (1997-2003), a także wielokrotnym mistrzem i zdobywcą pucharów Polski, Litwy i Europy. Od 2007 r. pracował jako trener kowieńskiego "Żalgirisu", a także wileńskiego "Lietuvos rytas". Działał w LiCS, bez powodzenia kandydował z jego list w wyborach do Sejmu (2008). Zasiadał w radzie miejskiej Wilna (2007-2011). W 2010 r. odszedł z LiCS, przyłączając się do inicjatywy TAIP. Deklaruje znajomość języka polskiego wyniesioną z czasów gry w "Prokomie". Oprócz koszykówki fascynuje go tenis i myślistwo. Do rady miejskiej Wilna dostał się z 13 miejsca listy Zuokasa.
Petras Nausėda (ur. 1985). Pochodzi z Elektrenów. Litwinom znany jest jako wzięty hokeista. W 2008 r. ukończył Litewską Akademię Kultury Fizycznej. Studiował również administrację i zarządzanie w Uniwersytecie Michała Romera. Przez szereg lat był graczem elektreńskiego zespołu "SC Energija", a także członkiem hokejowej reprezentacji Litwy. Był dyrektorem spółki "Energija", a także przewodniczącym Litewskiej Federacji Hokeja. Przewodniczył organizacji charytatywnej "Sport dzieciom". Do rady miejskiej Wilna dostał się z 44 miejsca listy Zuokasa – dzięki tzw. głosom preferencyjnym.
Edgaras Stanišauskas (ur. 1987). Pochodzi z Janowa. Ukończył szkołę średnią we Władysławowie (litewska nazwa: Kudirkos Naumiestis). Studiował również administrację i zarządzanie na Uniwersytecie Witolda Wielkiego (VDU). Był działaczem Związku Liberałów Republiki Litewskiej (LRLS), tworzył jego oddział w Szakach. Stał na czele młodzieżowej organizacji liberalnej: "Lietuvos liberalaus jaunimas" (LLJ). Od 2010 r. jest działaczem TAIP (Tėvynės atgimimas ir perspektywa) A. Zuokasa. Z jego listy wszedł do rady wileńskiej jako kandydat nr 4.
Juozas Antanaitis (ur. 1949). Pochodzi z Szawli. Ukończył studia chemiczne na uczelni wojskowej w Saratowie (1973). Jest przewodniczącym Związku Towarzystw Właścicieli Domów Wielomieszkaniowych. W 2011 r. wszedł do wileńskiej rady miejskiej z 11 miejsca listy Zuokasa. Wcześniej kandydował w wyborach samorządowych do rady rejonu wileńskiego z ramienia LSDP (2000), do rady m. Wilna z rekomendacji Partii Demokracji Obywatelskiej (2007), następnie do Sejmu z listy LiCS (2008). W okresie ZSRR członek KPZR.
Valdas Klimantavičius (ur. 1963). W 1985 r. ukończył studia w Kowieńskim Instytucie Politechnicznym. Pracował w administracji samorządowej m. Wilna, m.in. na stanowisku dyrektora administracyjnego (na stanowisko powrócił w 2011 r.). Związany również z "AB bankas Snoras". Był członkiem Związku Liberałów i Centrum (LiCS) – z jego ramienia ubiegał się o miejsce w samorządzie Wilna w 2007 r. Od 2010 r. członek inicjatywy TAIP. W 2011 r. uzyskał mandat radziecki z 5 miejsca listy Zuokasa. Deklaruje znajomość języka polskiego.
Kęstutis Nėnius (ur. 1958). Pochodzi z Kowna, gdzie ukończył szkołę średnią i Instytut Politechniczny (technika przeróbki metalu). Pracował w zawodzie inżyniera mechanika w Olicie i Kownie. Był działaczem Litewskiego Związku Liberałów (LLS) oraz Związku Liberałów i Centrum (LiCS). W 2010 r. znalazł się wśród członków inicjatywy TAIP. Od 2003 r. nieprzerwanie sprawuje mandat radnego Wilna. Do rady dostał się w 2011 r. z trzeciego miejsca. Dwukrotnie próbował uzyskać mandat poselski z listy LiCS (2004, 2008). Deklaruje znajomość języka polskiego. Mieszka na co dzień w Kownie.
Indrė Jakaitytė (ur. 1982). Specjalistka od prawa informatycznego. Pochodzi z Oranów, gdzie ukończyła szkołę średnią. W Oranach uczyła się również gry na fortepianie. Studiowała prawo na Uniwersytecie Michała Romera (na studiach bakalarskich i magisterskich), następnie kształciła się w London School of Economics. Specjalizuje się w prawie informatycznym. Była redaktorem czasopisma poświęconego integracji Litwy z NATO "Bata Review". Działała w młodzieżówce Litewskich Chrześcijańskich Demokratów (Jaunieji krikščionys demokratai, JKD), następnie związała się z Nowoczesnymi Chrześcijańskimi Demokratami (Modernieji krikščionys demokratai, MKDP) oraz Związkiem Liberałów i Centrum – prowadziła m.in. jego stronę internetową, a także była szefem sztabu (2004, 2008) oraz asystentką posła na Sejm RL Vytautasa Bogušisa. Sama bez powodzenia próbowała dostać się do parlamentu (2008). W wyborach w 2007 r. ubiegała się o mandat radnej Wilna z listy LiCS. Pomagała w kampanii wyborczej Valdasa Adamkusa (2004). W 2010 r. przeszła z LiCS do ruchu społecznego TAIP, z ramienia którego weszła do wileńskiej rady z numerem 20.
Žydrūnas Savickas (ur. 1975). Litewski strongman, jeden z trzech sportowców w klubie radnych Zuokasa. Pochodzi ze żmudzkich Birżów. Jak pisze Wikipedia: "Najlepszy litewski strongman w historii tego sportu. Jeden z trzech najbardziej utytułowanych zawodników strongman. Dziesięciokrotny Mistrz Litwy Strongman. Trzykrotny indywidualny Mistrz Świata Strongman, aktualny Mistrz Świata Strongman 2010. Drużynowy Mistrz Świata Par Strongman w 2007. Drużynowy Mistrz Świata Strongman w 2008". Właściciel własnej siłowni "Savicko Super gym" w Wilnie. Jest szefem "Savicko sporto klubas". Działacz Związku Liberałów i Centrum – z jego ramienia kandydował w wyborach do Sejmu w 2008 r. w rodzinnym okręgu Birże-Kupiszki.
Rūta Vanagaitė (ur. 1955). Teatrolog, menadżer kultury i specjalistka od PR. Była m.in. dyrektorem wykonawczym programu "Wilno – Europejska Stolica Kulturalna 2009". Działała w Litewskim Związku Liberałów oraz Związku Liberałów i Centrum. Od 2010 r. związana z inicjatywą Zuokasa TAIP. Zna m.in. język fiński, polski i francuski. Zamężna z aktorem i reżyserem Vladasem Bagdonasem.
Algimantas Vakarinas (ur. 1959). Pochodzi z Suwalszczyzny. Ukończył Kowieński Instytut Politechniczny (KPI). Był m.in. szefem Fundacji Muzycznej Litewskiego Związku Kompozytorów, następnie wiceszefem Litewskiego Instytutu Kultury oraz dyrektorem hotelu "Taffotel". W 1997 r. został starostą (burmistrzem) Nowego Miasta w Wilnie, trzy lata później – pierwszym zastępcą burmistrza Wilna (do 2003 r.). W latach 2003-2007 wiceburmistrz stolicy. Działacz Litewskiego Związku Liberałów oraz Związku Liberałów i Centrum. Bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski na liście krajowej (2004 r.) oraz na Karoliniszkach (2008 r.). Pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych w rządach Kirkilasa i Kubiliusa (2008-2010). Od 2010 r. w inicjatywie TAIP. Od jedenastu lat nieprzerwanie radny Wilna. Do rady wszedł z numerem 7.
Podsumowanie. Większość nowych radnych (10 z 12) było w przeszłości działaczami LiCS, jeden Litewskiego Związku Liberałów (LRLS). Pojedyncze osoby mają za sobą przeszłość w Nowoczesnych Chrześcijańskich Demokratach, Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej czy Partii Demokracji Obywatelskiej. 10 radnych to mężczyźni, dwóch – kobiety. Klub Radnych Zuokasa jest relatywnie młody: jedna trzecia jego składu to osoby urodzone w latach 80., kolejnych dwóch radnych urodziło się w latach 70. Inne osoby to ludzie w średnim wieku, którzy młodość przeżywali w pragmatycznej epoce Breżniewa. Co ciekawe, większość radnych nie wywodzi się z Wilna, najbliżej stolicy urodził się Miroslavas Monkevičius (w Solecznikach). W klubie zasiada trzech sportowców (hokeista, koszykarz i strongman) – jeden z nich dzięki głosom preferencyjnym trafił do rady z 44 miejsca. Najbardziej doświadczonym samorządowcem wydaje się Algimantas Vakarinas, który przed 8 lat sprawował funkcję wiceburmistrza miasta. Doświadczenie "na niwie międzynarodowej" zdobyli młodzi ludzie Miroslavas Monkevičius i Indrė Jakaitytė. Interesujące, że pięciu radnych deklaruje znajomość języka polskiego. Być może okaże się to przydatne przy współpracy samorządu wileńskiego z Warszawą...
Miroslavas Monkevičius (ur. 1980). Pochodzi z podwileńskich Solecznik. Ukończył szkołę średnią w wileńskich Leszczyniakach, następnie zaś studia z dziedziny nauk politycznych w Instytucie Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego (2003) oraz studia europejskie w tym samym Instytucie (2006). Działał w Klubie Młodych Politologów i Litewskiej Młodzieży Liberalnej. Od młodych lat angażował się w działalność społeczną. Przez dwie kadencje był przewodniczącym Rady Litewskich Organizacji Młodzieżowych (2004-2007). Doradzał związanemu z LiCS ministrowi spraw wewnętrznych RL (2008-2009). Kandydował w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Związku Liberałów i Centrum (2009). Obecnie jest członkiem władz Narodowego Instytutu Rozwoju. Oprócz angielskiego i rosyjskiego deklaruje znajomość języka polskiego. W wolnych chwilach zajmuje się nurkowaniem i czyta. Do wileńskiej rady miejskiej wszedł z drugiego miejsca listy Zuokasa.
Darius Maskoliūnas (ur. 1971). Jeden z trzech sportowców w Klubie Radnych Zuokasa. Był już radnym V kadencji samorządu z listy LiCS (2007-2011). Pochodzi z Janowa nad Wilią. Ukończył średnią szkołę w Janowie, a niedawno również studia z dziedziny administracji na Uniwersytecie Michała Romera (2010). Przez szereg lat był koszykarzem: m.in. w kowieńskim "Żalgirisie" (1992-1999) i sopockim "Prokomie Trefl" (1999-2005). Zyskał wówczas u polskich kibiców pseudonim "Moska". Był członkiem litewskiej reprezentacji (1997-2003), a także wielokrotnym mistrzem i zdobywcą pucharów Polski, Litwy i Europy. Od 2007 r. pracował jako trener kowieńskiego "Żalgirisu", a także wileńskiego "Lietuvos rytas". Działał w LiCS, bez powodzenia kandydował z jego list w wyborach do Sejmu (2008). Zasiadał w radzie miejskiej Wilna (2007-2011). W 2010 r. odszedł z LiCS, przyłączając się do inicjatywy TAIP. Deklaruje znajomość języka polskiego wyniesioną z czasów gry w "Prokomie". Oprócz koszykówki fascynuje go tenis i myślistwo. Do rady miejskiej Wilna dostał się z 13 miejsca listy Zuokasa.
Petras Nausėda (ur. 1985). Pochodzi z Elektrenów. Litwinom znany jest jako wzięty hokeista. W 2008 r. ukończył Litewską Akademię Kultury Fizycznej. Studiował również administrację i zarządzanie w Uniwersytecie Michała Romera. Przez szereg lat był graczem elektreńskiego zespołu "SC Energija", a także członkiem hokejowej reprezentacji Litwy. Był dyrektorem spółki "Energija", a także przewodniczącym Litewskiej Federacji Hokeja. Przewodniczył organizacji charytatywnej "Sport dzieciom". Do rady miejskiej Wilna dostał się z 44 miejsca listy Zuokasa – dzięki tzw. głosom preferencyjnym.
Edgaras Stanišauskas (ur. 1987). Pochodzi z Janowa. Ukończył szkołę średnią we Władysławowie (litewska nazwa: Kudirkos Naumiestis). Studiował również administrację i zarządzanie na Uniwersytecie Witolda Wielkiego (VDU). Był działaczem Związku Liberałów Republiki Litewskiej (LRLS), tworzył jego oddział w Szakach. Stał na czele młodzieżowej organizacji liberalnej: "Lietuvos liberalaus jaunimas" (LLJ). Od 2010 r. jest działaczem TAIP (Tėvynės atgimimas ir perspektywa) A. Zuokasa. Z jego listy wszedł do rady wileńskiej jako kandydat nr 4.
Juozas Antanaitis (ur. 1949). Pochodzi z Szawli. Ukończył studia chemiczne na uczelni wojskowej w Saratowie (1973). Jest przewodniczącym Związku Towarzystw Właścicieli Domów Wielomieszkaniowych. W 2011 r. wszedł do wileńskiej rady miejskiej z 11 miejsca listy Zuokasa. Wcześniej kandydował w wyborach samorządowych do rady rejonu wileńskiego z ramienia LSDP (2000), do rady m. Wilna z rekomendacji Partii Demokracji Obywatelskiej (2007), następnie do Sejmu z listy LiCS (2008). W okresie ZSRR członek KPZR.
Valdas Klimantavičius (ur. 1963). W 1985 r. ukończył studia w Kowieńskim Instytucie Politechnicznym. Pracował w administracji samorządowej m. Wilna, m.in. na stanowisku dyrektora administracyjnego (na stanowisko powrócił w 2011 r.). Związany również z "AB bankas Snoras". Był członkiem Związku Liberałów i Centrum (LiCS) – z jego ramienia ubiegał się o miejsce w samorządzie Wilna w 2007 r. Od 2010 r. członek inicjatywy TAIP. W 2011 r. uzyskał mandat radziecki z 5 miejsca listy Zuokasa. Deklaruje znajomość języka polskiego.
Kęstutis Nėnius (ur. 1958). Pochodzi z Kowna, gdzie ukończył szkołę średnią i Instytut Politechniczny (technika przeróbki metalu). Pracował w zawodzie inżyniera mechanika w Olicie i Kownie. Był działaczem Litewskiego Związku Liberałów (LLS) oraz Związku Liberałów i Centrum (LiCS). W 2010 r. znalazł się wśród członków inicjatywy TAIP. Od 2003 r. nieprzerwanie sprawuje mandat radnego Wilna. Do rady dostał się w 2011 r. z trzeciego miejsca. Dwukrotnie próbował uzyskać mandat poselski z listy LiCS (2004, 2008). Deklaruje znajomość języka polskiego. Mieszka na co dzień w Kownie.
Indrė Jakaitytė (ur. 1982). Specjalistka od prawa informatycznego. Pochodzi z Oranów, gdzie ukończyła szkołę średnią. W Oranach uczyła się również gry na fortepianie. Studiowała prawo na Uniwersytecie Michała Romera (na studiach bakalarskich i magisterskich), następnie kształciła się w London School of Economics. Specjalizuje się w prawie informatycznym. Była redaktorem czasopisma poświęconego integracji Litwy z NATO "Bata Review". Działała w młodzieżówce Litewskich Chrześcijańskich Demokratów (Jaunieji krikščionys demokratai, JKD), następnie związała się z Nowoczesnymi Chrześcijańskimi Demokratami (Modernieji krikščionys demokratai, MKDP) oraz Związkiem Liberałów i Centrum – prowadziła m.in. jego stronę internetową, a także była szefem sztabu (2004, 2008) oraz asystentką posła na Sejm RL Vytautasa Bogušisa. Sama bez powodzenia próbowała dostać się do parlamentu (2008). W wyborach w 2007 r. ubiegała się o mandat radnej Wilna z listy LiCS. Pomagała w kampanii wyborczej Valdasa Adamkusa (2004). W 2010 r. przeszła z LiCS do ruchu społecznego TAIP, z ramienia którego weszła do wileńskiej rady z numerem 20.
Žydrūnas Savickas (ur. 1975). Litewski strongman, jeden z trzech sportowców w klubie radnych Zuokasa. Pochodzi ze żmudzkich Birżów. Jak pisze Wikipedia: "Najlepszy litewski strongman w historii tego sportu. Jeden z trzech najbardziej utytułowanych zawodników strongman. Dziesięciokrotny Mistrz Litwy Strongman. Trzykrotny indywidualny Mistrz Świata Strongman, aktualny Mistrz Świata Strongman 2010. Drużynowy Mistrz Świata Par Strongman w 2007. Drużynowy Mistrz Świata Strongman w 2008". Właściciel własnej siłowni "Savicko Super gym" w Wilnie. Jest szefem "Savicko sporto klubas". Działacz Związku Liberałów i Centrum – z jego ramienia kandydował w wyborach do Sejmu w 2008 r. w rodzinnym okręgu Birże-Kupiszki.
Rūta Vanagaitė (ur. 1955). Teatrolog, menadżer kultury i specjalistka od PR. Była m.in. dyrektorem wykonawczym programu "Wilno – Europejska Stolica Kulturalna 2009". Działała w Litewskim Związku Liberałów oraz Związku Liberałów i Centrum. Od 2010 r. związana z inicjatywą Zuokasa TAIP. Zna m.in. język fiński, polski i francuski. Zamężna z aktorem i reżyserem Vladasem Bagdonasem.
Algimantas Vakarinas (ur. 1959). Pochodzi z Suwalszczyzny. Ukończył Kowieński Instytut Politechniczny (KPI). Był m.in. szefem Fundacji Muzycznej Litewskiego Związku Kompozytorów, następnie wiceszefem Litewskiego Instytutu Kultury oraz dyrektorem hotelu "Taffotel". W 1997 r. został starostą (burmistrzem) Nowego Miasta w Wilnie, trzy lata później – pierwszym zastępcą burmistrza Wilna (do 2003 r.). W latach 2003-2007 wiceburmistrz stolicy. Działacz Litewskiego Związku Liberałów oraz Związku Liberałów i Centrum. Bez powodzenia ubiegał się o mandat poselski na liście krajowej (2004 r.) oraz na Karoliniszkach (2008 r.). Pełnił funkcję wiceministra spraw wewnętrznych w rządach Kirkilasa i Kubiliusa (2008-2010). Od 2010 r. w inicjatywie TAIP. Od jedenastu lat nieprzerwanie radny Wilna. Do rady wszedł z numerem 7.
Podsumowanie. Większość nowych radnych (10 z 12) było w przeszłości działaczami LiCS, jeden Litewskiego Związku Liberałów (LRLS). Pojedyncze osoby mają za sobą przeszłość w Nowoczesnych Chrześcijańskich Demokratach, Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej czy Partii Demokracji Obywatelskiej. 10 radnych to mężczyźni, dwóch – kobiety. Klub Radnych Zuokasa jest relatywnie młody: jedna trzecia jego składu to osoby urodzone w latach 80., kolejnych dwóch radnych urodziło się w latach 70. Inne osoby to ludzie w średnim wieku, którzy młodość przeżywali w pragmatycznej epoce Breżniewa. Co ciekawe, większość radnych nie wywodzi się z Wilna, najbliżej stolicy urodził się Miroslavas Monkevičius (w Solecznikach). W klubie zasiada trzech sportowców (hokeista, koszykarz i strongman) – jeden z nich dzięki głosom preferencyjnym trafił do rady z 44 miejsca. Najbardziej doświadczonym samorządowcem wydaje się Algimantas Vakarinas, który przed 8 lat sprawował funkcję wiceburmistrza miasta. Doświadczenie "na niwie międzynarodowej" zdobyli młodzi ludzie Miroslavas Monkevičius i Indrė Jakaitytė. Interesujące, że pięciu radnych deklaruje znajomość języka polskiego. Być może okaże się to przydatne przy współpracy samorządu wileńskiego z Warszawą...
środa, 20 kwietnia 2011
Songaiła, Kirkilas, intelektualiści...
Jak doniósł "Kurier Wileński" Sejm w pierwszym czytaniu odrzucił dziś projekt uchwały wzywającej Sąd Konstytucyjny do zbadania "Karty Polaka". Wniosek złożony przez posła G. Songaiłę uzyskał poparcie 28 posłów, przeciwko wypowiedziało się 8 deputowanych, zaś 23 wstrzymało się od głosu. Tym samym kolejna kwestia mogąca zaognić relacje na linii Wilno oficjalne – Wilno polskie, a za tym Wilno – Warszawa, została usunięta z porządku dziennego. Wczoraj z kolei "Wilnoteka" przytoczyła wypowiedź b. premiera Kirkilasa, uważanego przez Polaków za osobę życzliwie nastawioną (to za jego kadencji otwarto filię Uniwersytetu w Białymstoku, zakupiono Możejki, a Polacy mieli swych wiceministrów w rządzie litewskim). Wg polityka LSDP (patrz artykuł "Co zepsuli politycy, niech naprawiają intelektualiści", 19.IV.2011) "obecne stosunki z Polską są największą porażką litewskiej polityki zagranicznej. Pewne problemy z pisownią nazwisk, ze zwrotem ziemi zawsze były. Ale o dobrej współpracy obu krajów przez cały czas decydowały dobre stosunki prezydentów Polski i Litwy. Prezydent Algirdas Brazauskas, następnie Valdas Adamkus z przywódcami Polski rozmawiali prawie każdego tygodnia. To było ważne i przynosiło wymierne korzyści". Wg Kirkilasa "jeszcze przed rokiem polscy koledzy sygnalizowali, że trzeba coś robić, zacznijmy rozmawiać, bo stosunki się zaogniają. Nie sądzę jednak, by coś robili". Remedium na naprawę relacji Wilno – Warszawa dopatruje się Kirkilas w działaniach intelektualistów. Wg ekspremiera "powinniśmy rozpocząć od tego, od czego rozpoczynaliśmy w 1990 roku. Pamiętam, że wówczas wielu naszych i polskich intelektualistów opowiadało się za dobrymi stosunkami dwustronnymi. Również teraz to nie-politycy powinni rozmawiać". Wydaje się, że politycy litewscy nazbyt często zwracają się o pomoc do intelektualistów, gdy zaczyna coś szwankować w litewskiej polityce. A przecież to w ich rękach, a nie litewskiej inteligencji, leżała np. kwestia ustawy oświatowej. Można było posłuchać głosów Związku Polaków na Litwie, AWPL czy władz warszawskich. To samo można powiedzieć o słynnym już głosowaniu z 8 kwietnia 2010 r. Gdzie była wówczas socjaldemokracja premiera Kirkilasa? Intelektualiści nie mogą rozwiązać wszystkich problemów Litwy, choć w sprawach ważnych głos zabierają. Nie inaczej było w sprawie słynnego Marszu z 11 Marca organizowanego przez litewskich nacjonalistów (ironią losu jest, że wśród jego organizatorów znalazł się pracownik prestiżowej instytucji państwowej oraz były asystent posłanki na Sejm RL), na którym pojawiły się hasła ksenofobiczne. Pod listem protestacyjnym w sprawie 11 Marca podpisali się europosłowie Leonidas Donskis (LRLS) i Justas Vincas Paleckis (LSDP), historyk Alfredas Bumblauskas, doradca premiera RL Arkadij Winokur, a także wielu pisarzy, poetów i dziennikarzy. Miło byłoby przeczytać podobny list w obronie Polaków. Ale poza sferą symboliki, moralnego wsparcia, istnieje jeszcze sfera realnych działań. Te należy nie do intelektualistów, a polityków. Również LSDP.
wtorek, 19 kwietnia 2011
26 > 25, czyli Zuokas…
Do ostatniej chwili trwały gorączkowe negocjacje nad utworzeniem większości w wileńskiej radzie miejskiej. Choć już kilka tygodni temu ogłoszono w mediach powstanie koalicji 3+ (ugrupowania Zuokasa, LSDP, Partia Pracy Uspaskicha + Sojusz Rosyjski, który wszedł z list AWPL), to aż do wczoraj, ci którzy w takim układzie znaleźli się "za burtą", próbowali odwrócić sojusze. Mowa tu zarówno o Polakach, którzy zanotowali świetny wynik w lutym b.r. i mieli nadzieję na wyciągnięcie z tego praktycznych konsekwencji, konserwatystach, którym po porażce w wyborach samorządowych – 30% mandatów mniej niż w 2007 r. – w oczy zajrzało widmo utraty władzy w trzech największych miastach Litwy, a także ludziach Paksasa, będących jak się wyraził Wiktor Uspaskich "najsłabszym ogniwem litewskiej polityki". Jeszcze na początku marca AWPL (9 mandatów) oraz Porządek i Sprawiedliwość (5 mandatów) zawarły wstępną "małą koalicję" personalno-programową (o jej szczegółach można było przeczytać na portalach "Wilnoteka" i "Kurier Wileński"). Odtąd obie partie trzymały się razem, starając się znaleźć dwóch dodatkowych partnerów dla tego związku. W ostatnich dniach mówiło się o sojuszu z konserwatystami (10 mandatów) oraz Partią Pracy (8 mandatów). Taki układ liczyłby 32 radnych i w sposób stabilny mógłby zarządzać Wilnem, zostawiając na marginesie Zuokasa i socjaldemokratów. Najprawdopodobniej na stanowisku burmistrza utrzymałby się wówczas Raimundas Alekna (TS-LKD). W związku z niechęcią Uspaskicha (którego można nazwać "king makerem" wileńskiej rady miejskiej) do wchodzenia w układy z Paksasem i Tomaszewskim, układ ten pozbawiony został większości w radzie (24 vs. 27 mandatów).
Decydujące głosowanie miało miejsce we wtorek 19 kwietnia. "Na radzie" – jak to się mówi w Polsce – wystawiono trzech kandydatów:
- dotychczasowego burmistrza Aleknę (zgłoszonego przez TS-LKD, czyli konserwatystów)
- Arturasa Zuokasa (burmistrza w latach 2000-2007 z ramienia LiCS; obecnie kandydata własnej koalicji, która wygrała wybory w Wilnie)
- Jarosława Kamińskiego (wiceburmistrza Wilna „od opozycji” od 2010 r., wystawionego przez AWPL).
Jak niełatwo się domyśleć ostatecznie zadziałał układ "3+" i wybory wygrał Zuokas, dostając 26 głosów (koalicja rządząca liczy 27 mandatów). Na Aleknę zagłosowało 16 radnych (konserwatyści + Paksas), zaś na J. Kamińskiego jedynie przedstawiciele AWPL. Na wiceburmistrzów Zuokas zaproponował Jonasa Pinskusa (b. posła, działacza Partii Pracy Uspaskicha) oraz dotychczasowego wiceburmistrza z ramienia LSDP Romasa Adomavičiusa (bohatera ubiegłotygodniowego skandalu z wykorzystywaniem aut publicznych samorządu miejskiego). Nie wiadomo, jak długo przetrwa koalicja "3+", mająca w radzie kruchą większość 52,9% głosów. Ciekawe również pytanie – w kontekście przynależności Polaków i Rosjan do dwóch różnych obozów w radzie – o los "aliansu" AWPL z Sojuszem Rosyjskim. Działacze Akcji starają się robić dobrą minę do złej gry i chyba słusznie, bo obie partie są sobie potrzebne w przyszłym roku: Sojusz Akcji, by bezpiecznie "dociągnąć" do 5% (decydujące mogą być promile poparcia, którymi dysponuje Sojusz), Akcja Sojuszowi, by zapewnić mandat poselski Irinie Rozowej lub komuś z kierownictwa Sojuszu Rosyjskiego (RA). Przy okazji nie można odmówić sobie złośliwości, że Sojusz wchodząc w układ polityczny z "partiami litewskimi" zmył z siebie grzech posiadania we własnych szeregach byłego KGB-isty (chodzi o radnego Bałakina; argument ten już od kilku tygodni podnoszony jest jako dyżurny zarzut w litewskich mediach wobec Tomaszewskiego, który wprowadził go do rady). Niewesołą sytuację mają konserwatyści – stracili nie tylko burmistrza, ale również wpływ na bieg spraw w stolicy Litwy. Jest to już czwarta – po Kłajpedzie, Kownie i Poniewieżu – nieudana próba wejścia TS-LKD do układu rządzącego. Za dwa miesiące wybory lidera konserwatystów. Jak to wpłynie na pozycję Kubiliusa?
Artūras Zuokas. Urodzony w 1968 r. w Kownie. W młodości pracował jako korespondent wojenny i niezależny reporter, m.in. w Zatoce Perskiej, Iranie, Gruzji, Azerbejdżanie, Czeczenii, Abchazji i Osetii Południowej. Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Wileńskim. W 1997 r. pracował w sztabie wyborczym kandydata centrystów na prezydenta Valdasa Adamkusa. W 1999 r. został wiceprzewodniczącym Litewskiego Związku Liberałów. Od 2000 sprawował mandat radnego Wilna, a także burmistrza stolicy. W 2003 r. został liderem Związku Liberałów i Centrum powstałego z fuzji liberałów i centrystów. W 2005 r. był bohaterem tzw. afery abonamentowej – Zuokasa oskarżono o przyjmowanie pieniędzy od jednej z prywatnych spółek. W wyniku tejże afery rozpadł się Związek Liberałów i Centrum (to wówczas powstał Ruch Liberalny RL Masiulisa), a także koalicja rządząca Wilnem (odeszli z niej konserwatyści). Na początku 2008 r. Zuokasowi odebrano sądownie mandat radnego jako osobie winnej korupcji jednego z samorządowców stołecznych. W latach 2008-2009 przez krótki okres zasiadał w Sejmie, był jednym z architektów koalicji rządowej TS-LKD – LiCS – LRLS – TPP. W 2009 r. odszedł ze stanowiska szefa LiCS. W wyborach 2011 r. jego prywatne ugrupowanie niezwiązane już z liberałocentrystami uzyskało najlepszy wynik do rady miejskiej Wilna (prawie 18% i 12 mandatów radzieckich). Zuokas zadeklarował chęć ponownego ubiegania się o stanowisko burmistrza, a działacze litewskich partii politycznych wyrazili publicznie żal, że w ordynacji wyborczej zgodzili się na prawo do startu w wyborach przez osoby prywatne. 19 kwietnia 2011 r. Zuokas powrócił na stanowisko burmistrza stolicy w ramach koalicji z DP, LSDP i RA.
Decydujące głosowanie miało miejsce we wtorek 19 kwietnia. "Na radzie" – jak to się mówi w Polsce – wystawiono trzech kandydatów:
- dotychczasowego burmistrza Aleknę (zgłoszonego przez TS-LKD, czyli konserwatystów)
- Arturasa Zuokasa (burmistrza w latach 2000-2007 z ramienia LiCS; obecnie kandydata własnej koalicji, która wygrała wybory w Wilnie)
- Jarosława Kamińskiego (wiceburmistrza Wilna „od opozycji” od 2010 r., wystawionego przez AWPL).
Jak niełatwo się domyśleć ostatecznie zadziałał układ "3+" i wybory wygrał Zuokas, dostając 26 głosów (koalicja rządząca liczy 27 mandatów). Na Aleknę zagłosowało 16 radnych (konserwatyści + Paksas), zaś na J. Kamińskiego jedynie przedstawiciele AWPL. Na wiceburmistrzów Zuokas zaproponował Jonasa Pinskusa (b. posła, działacza Partii Pracy Uspaskicha) oraz dotychczasowego wiceburmistrza z ramienia LSDP Romasa Adomavičiusa (bohatera ubiegłotygodniowego skandalu z wykorzystywaniem aut publicznych samorządu miejskiego). Nie wiadomo, jak długo przetrwa koalicja "3+", mająca w radzie kruchą większość 52,9% głosów. Ciekawe również pytanie – w kontekście przynależności Polaków i Rosjan do dwóch różnych obozów w radzie – o los "aliansu" AWPL z Sojuszem Rosyjskim. Działacze Akcji starają się robić dobrą minę do złej gry i chyba słusznie, bo obie partie są sobie potrzebne w przyszłym roku: Sojusz Akcji, by bezpiecznie "dociągnąć" do 5% (decydujące mogą być promile poparcia, którymi dysponuje Sojusz), Akcja Sojuszowi, by zapewnić mandat poselski Irinie Rozowej lub komuś z kierownictwa Sojuszu Rosyjskiego (RA). Przy okazji nie można odmówić sobie złośliwości, że Sojusz wchodząc w układ polityczny z "partiami litewskimi" zmył z siebie grzech posiadania we własnych szeregach byłego KGB-isty (chodzi o radnego Bałakina; argument ten już od kilku tygodni podnoszony jest jako dyżurny zarzut w litewskich mediach wobec Tomaszewskiego, który wprowadził go do rady). Niewesołą sytuację mają konserwatyści – stracili nie tylko burmistrza, ale również wpływ na bieg spraw w stolicy Litwy. Jest to już czwarta – po Kłajpedzie, Kownie i Poniewieżu – nieudana próba wejścia TS-LKD do układu rządzącego. Za dwa miesiące wybory lidera konserwatystów. Jak to wpłynie na pozycję Kubiliusa?
Artūras Zuokas. Urodzony w 1968 r. w Kownie. W młodości pracował jako korespondent wojenny i niezależny reporter, m.in. w Zatoce Perskiej, Iranie, Gruzji, Azerbejdżanie, Czeczenii, Abchazji i Osetii Południowej. Ukończył studia dziennikarskie na Uniwersytecie Wileńskim. W 1997 r. pracował w sztabie wyborczym kandydata centrystów na prezydenta Valdasa Adamkusa. W 1999 r. został wiceprzewodniczącym Litewskiego Związku Liberałów. Od 2000 sprawował mandat radnego Wilna, a także burmistrza stolicy. W 2003 r. został liderem Związku Liberałów i Centrum powstałego z fuzji liberałów i centrystów. W 2005 r. był bohaterem tzw. afery abonamentowej – Zuokasa oskarżono o przyjmowanie pieniędzy od jednej z prywatnych spółek. W wyniku tejże afery rozpadł się Związek Liberałów i Centrum (to wówczas powstał Ruch Liberalny RL Masiulisa), a także koalicja rządząca Wilnem (odeszli z niej konserwatyści). Na początku 2008 r. Zuokasowi odebrano sądownie mandat radnego jako osobie winnej korupcji jednego z samorządowców stołecznych. W latach 2008-2009 przez krótki okres zasiadał w Sejmie, był jednym z architektów koalicji rządowej TS-LKD – LiCS – LRLS – TPP. W 2009 r. odszedł ze stanowiska szefa LiCS. W wyborach 2011 r. jego prywatne ugrupowanie niezwiązane już z liberałocentrystami uzyskało najlepszy wynik do rady miejskiej Wilna (prawie 18% i 12 mandatów radzieckich). Zuokas zadeklarował chęć ponownego ubiegania się o stanowisko burmistrza, a działacze litewskich partii politycznych wyrazili publicznie żal, że w ordynacji wyborczej zgodzili się na prawo do startu w wyborach przez osoby prywatne. 19 kwietnia 2011 r. Zuokas powrócił na stanowisko burmistrza stolicy w ramach koalicji z DP, LSDP i RA.
Subskrybuj:
Posty (Atom)