sobota, 17 września 2011

Premier pochwalił gospodarkę Łotwy i... otrzymał słownik

Jak doniosły służby prasowe rządu, premier Donald Tusk przebywał w piątek z wizytą na Łotwie, gdzie wraz z szefami rządów czterech państw bałtyckich (Litwy, Łotwy, Estonii i Finlandii) wziął udział w obradach VI Konferencji Ryskiej – dorocznego forum poświęconego kwestiom bezpieczeństwa, polityki zagranicznej i gospodarki regionu Bałtyku. Podczas pobytu na Łotwie szef rządu podkreślił dobrą kondycję ekonomiczną krajów nadbałtyckich: "dzisiaj z największą satysfakcją pokazujemy gospodarkom zdecydowanie większym od naszych, że prawdziwym ekskluzywnym klubem państw, które skutecznie walczą z recesją, okazał się klub bałtycki (...). Wystarczy spojrzeć na PKB za drugi kwartał tego roku. Pierwsza piątka państw UE, jeśli chodzi o wysokość wzrostu gospodarczego, to Estonia, Łotwa, Litwa, Szwecja i Polska". Komentując wysiłek jaki w 2009 r. podjęła Łotwa, by wyjść z zapaści gospodarczej, Tusk stwierdził: "decyzje i sposób działania, jaki zaprezentował ten kraj, były znakiem nadziei i odwagi, który coraz częściej i chętniej naśladowany jest w państwach zagrożonych kryzysem".

Podczas spotkania premierzy podkreślili dobry stan stosunków dwustronnych, a także wzrost wymiany gospodarczej w ostatnim okresie. Valdis Dombrovskis, który w sobotnich wyborach ubiega się po raz trzeci o stanowisko premiera, zachęcił władze polskie, by podczas trwającej do 31 grudnia prezydencji podjęły się także reprezentacji interesów Łotwy, zwłaszcza w kwestii planowania budżetu UE oraz sprawiedliwego podziału środków w ramach wspólnej polityki rolnej. Szef rządu łotewskiego stwierdził, że podczas negocjacji budżetowych na lata 2014-2020 Ryga zwróci szczególną uwagę właśnie na politykę kohezji (wyrównywania dysproporcji między regionami UE), a także CAP (wspólną politykę rolną). Obaj politycy poruszyli także kwestie energetyczne, w tym budowę terminalu gazu skroplonego przez państwa bałtyckie. Na zakończenie Dombrovskis podarował warszawskiemu koledze słownik łotewsko-polski opracowany pod kierunkiem filologa i byłego ambasadora Łotwy w Warszawie Albertsa Sarkanisa, Tusk odwdzięczył się łotewskim tłumaczeniem "Rodzinnej Europy" Czesława Miłosza.

Jak podaje Bank Łotewski wartość polskich inwestycji bezpośrednich na Łotwie wyniosła w pierwszej połowie 2011 r. 4,5 miliona łatów, co sytuuje Polskę na 38 miejscu wśród inwestorów zagranicznych. W lipcu 2011 r. do Polski trafiło 6,9% ogólnej wartości łotewskiego eksportu (po Litwie, Estonii, Rosji i Niemczech), a z Polski sprowadzono towary o 7,4% ogólnej wartości importu (po Litwie, Niemczech i Francji, a przed Rosją).

Ot. (źródła: premier.gov.pl, mk.gov.lv, mfa.gov.lv, delfi.lv)

Tekst ukazał się 16.IX. na stronie "Radia Wnet"

piątek, 16 września 2011

Z ostatniej chwili...

Jutro rano mieszkańcy Łotwy udadzą się do urn wyborczych. Piątek przyniósł ostatni sondaż wyborczy zrealizowany przez firmę "Latvijas fakti". O połowę – z 28,6% do 14,1% – spadła liczba niezdecydowanych, zwiększył się natomiast procent chcących głosować na partie łotewskie. I tak, liderem sondażu jest wciąż Centrum Zgody Urbanovičsa i Uszakowa, na które głosować chce 21,2% wyborców. Dwie partie centroprawicowe: rządząca "Jedność" oraz Partia Reform Zatlersa mogą liczyć łącznie na poparcie 30,4% – między dwoma ugrupowaniami różnica wynosi zaledwie 0,2% głosów na korzyść Zatlersa. Nie jest zatem wykluczone, że to "Jedność" będzie w sobotę drugą siłą, w związku z czym szanse premiera Dombrovskisa na zachowanie stanowiska rosną. Nieco zwiększyło się także poparcie dla koalicjanta VIENOTĪBY – Związku Zielonych i Rolników (ZZS): z 8,4% do 9,6%, choć Związek nie ma szans na tak dobry wynik jak w październiku ubiegłego roku. Rejting nacjonalistów cały czas spada (ostatnio z 6,9% do 6,6%).

Większych szans na ponowne znalezienie się w Sejmie nie mają inne ugrupowania: na Partię Reform Šlesersa LPP/LC chce głosować 2,9%, zaś na PCTVL Tatiany Żdanok – 2,2%. Socjaldemokratycznej LSDSP nawet nie wymieniono w notce poświęconej sondażowi.

Ankieta została przeprowadzona między 10 a 15 września na próbie 1 tys. osób. By uzyskać REALNE poparcie, jakim dysponują ugrupowania należy odliczyć procent niezdecydowanych i tych, którzy w wyborach brać udziału nie mają zamiaru.

(za diena.lv, 16.IX.11)

Komentarz: Z sondażu wynika, że oba ugrupowania umiarkowanej prawicy – Zatlersa i Dombrovskisa – otarłyby się o większość mandatów (43–46), jednak by rządzić, potrzebowałyby trzeciego koalicjanta. Przeciwko ZZS w rządzie opowiada się Zatlers, przeciwko nacjonalistom - centrolewicowa część "Jedności" (SCP). Czy oba ugrupowania pogodzi Centrum Zgody? A może nastąpi pat i karty rozdawać będzie techniczny sojusz SC - ZZS i to on będzie poszukiwać trzeciego partnera, gdy zabraknie w Sejmie LPP/LC, a Zatlers i Dombrovskis zostaną "za dorożką"? T.O.

piątek, 9 września 2011

W poszukiwaniu klucza...

Wylano już morze atramentu w poszukiwaniu powodów, dla których relacje polsko-litewskie się nie układają, a stosunki z Rygą i Tallinem nie są tak intensywne, jak być powinny. Oddajmy głos Stefanowi Korbońskiemu, który sprawę podsumował nieco żartobliwie, choć może prawdziwie:

"Przypomniało mi [się] zebranie towarzyskie w Domu Bałtyckim w Nowym Jorku, gdzie Zosię [Korbońską] otoczyły panie litewskie, łotewskie i estońskie i po kilku zdaniach w języku angielskim, jednym pchnięte impulsem, przeszły na doskonały język polski i w nim nie zostawiły na mężach suchej nitki: „gdybyśmy my, kobiety, rządziły przed wojną w naszych krajach, nie byłoby żadnych sporów o to czy inne miasto, a jedność od morza do morza".

Stefan Korboński, "W imieniu Polski walczącej", Warszawa 1999, s. 485-486.

PS. Wymagać dziś znajomości polskiego wśród elit łotewskich i estońskich – trudna sprawa. Może tak dla odmiany któryś z polskich polityków nauczyłby się języka Litwinów, Łotyszy czy Estończyków?

niedziela, 4 września 2011

Minął miesiąc...

Od ostatnich notek z sierpnia b.r. – poświęconych Kristinie Brazauskienė i politycznemu kontekstowi wizyty Dalajlamy w Tallinie – upłynęło już trochę czasu. Warto by się pokusić o skreślenie kilku słów na temat wydarzeń sierpniowych, bo miniony miesiąc był bogaty w wydarzenia. Przede wszystkim kraje bałtyckie obchodziły w sierpniu dwudziestą rocznicę odzyskania niepodległości de facto. Przypomnijmy: 19 sierpnia 1991 r. rozpoczął się pucz Janajewa, który rychło – wbrew przewidywaniom wielu – zakończył się klęską, która utorowała Litwie, Łotwie i Estonii drogę do niezawisłości już nie tylko formalnej (uchwalonej w 1990 r.), ale i faktycznej. W tym roku świętowano nie tylko w Wilnie, Rydze i Tallinie – od 1998 r. 20 sierpnia jest dniem wolnym od pracy u Estończyków – ale także za morzem. 15 sierpnia na sztokholmskim placu Norrmalmstorg, będącym w okresie "śpiewających rewolucji" miejscem antysowieckich i probałtyjskich demonstracji, spotkali się premierzy Fredrik Reinfeldt (Sz.), Andrius Kubilius (L.), Valdis Dombrovskis (Ł.) i Andrus Ansip (E.). Minione dwudziestolecie podsumował szef rządu w Sztokholmie, którego trudno posądzić o podawanie elektoratowi rocznicowej waty cukrowej: "to już 20 lat temu wolność wróciła do państw bałtyckich. Przez ten czas demokracja i sprawiedliwość zastąpiły dyktaturę, a gospodarka rynkowa przyczyniła się do imponującego rozwoju. Europa wróciła do krajów bałtyckich, a państwa bałtyckie do Europy. Dziś są pełnoprawnymi członkami Unii Europejskiej oraz NATO, a Estonia wprowadziła euro" (cytat za PAP). Faktem jest, że dwudziesta rocznica skłania i do gorzkich refleksji – wielu planów nie udało się przekuć w rzeczywistość, z niektórymi marzeniami trzeba się było rozstać raz na zawsze – wystarczy jednak spojrzeć na takie kraje jak Mołdawia czy Ukraina, by stwierdzić, że geopolityczny wybór elit bałtyckich był trafny. 31 sierpnia świętowano w Warszawie inną dwudziestą rocznicę: odnowienia polsko-litewskich stosunków dyplomatycznych. Ze względów oczywistych dla czytelników tego bloga wydarzenie nie uzyskało oprawy, na jaką by zasługiwało.

Sierpień był miesiącem gorącym politycznie: zarówno na Łotwie, gdzie w połowie miesiąca upłynął termin rejestracji list wyborczych (ostatecznie zgłoszono 13) oraz pełną parą ruszyła kampania przed wrześniowymi wyborami do Sejmu, a także w Estonii – w poniedziałek 29 sierpnia Riigikogu, nie uciekając się tj. w poprzednich wyborach do pomocy Kolegium Elektorskiego, już w pierwszej turze wybrała na kolejną kadencję prezydenta Toomasa Hendrika Ilvesa. Ilves uzyskał 73 głosy socjaldemokratów, liberałów i narodowych konserwatystów, zaś jego kontrkandydata posła do PE Indreka Taranda wsparło 25 posłów Partii Centrum Savisaara. Jak już jesteśmy przy tym ugrupowaniu: burmistrz Tallina, dinozaur estońskiej polityki, Edgar Savisaar (61 l.) po raz kolejny został wybrany na stanowisko szefa centrystów: nie zagroził mu ani wiek, ani ubiegłoroczna afera związana z finansowaniem partii. Wygrał z przedstawicielem młodego pokolenia Jüri Ratasem (33 l.) przewagą kilkunastu procent. Tymczasem już po raz kolejny Partia Centrum została prześcignięta w sondażach nie tylko przez rządzących reformistów, ale także i opozycyjnych socjaldemokratów, którzy wyrastają na główną alternatywę dla centroprawicowej ekipy Andrusa Ansipa. Co będzie dalej?

11 sierpnia doszło w Estonii do strzelaniny w ministerstwie obrony narodowej. Jej sprawcą był urodzony w 1954 r. w Erywaniu Karen Drambjan, obywatel Estonii ormiańskiego pochodzenia. Mężczyzną, posiadającym od 1993 r. obywatelstwo estońskie adwokatem, interesowała się już wcześniej policja. Drambjan działał w marginalnej Estońskiej Zjednoczonej Partii Lewicy, dwa lata temu bez powodzenia kandydował do rady miejskiej Maardu. W manifestach internetowych ostro krytykował politykę państwa wobec rosyjskojęzycznych, w tym działalność szefa MON i lidera narodowego ugrupowania "Związek Ojczyzny i Republiki" (IRL) Marta Laara. Gdy wkroczył do budynku, Laara nie było wówczas w środku. Wewnątrz gmachu doszło do strzelaniny, w wyniku której Drambjan poniósł śmierć. Zamach z 11 sierpnia, nie tak spektakularny jak w Norwegii, wywołał jednak lawinę porównań z czynem A. Breivika.

23 sierpnia trzy kraje obchodziły 72 rocznicę Paktu Ribbentrop-Mołotow, który na ponad pół wieku pozbawił bałtyckie republiki niepodległości. W Estonii pamięc ofiar totalitaryzmów uczcili zarówno prezydent Ilves, jak i ubiegający się o to stanowisko Tarand. Złożono kwiaty pod Pomnikiem Zwycięstwa w Wojnie o Wolność 1918-1921 na pl. Vabaduse. W tym roku po raz pierwszy obchodzono także Europejski Dzień Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych. Podczas warszawskiego spotkania zorganizowanego przez IPN i resort sprawiedliwości podpisano tzw. Deklarację Warszawską, której celem jest "wskazanie na konieczność edukowania społeczeństwa, by uniknąć w przyszłości tragicznych zdarzeń związanych z nazizmem i komunizmem (...), dokument ten jest symbolem wzajemnego zrozumienia i solidarności w kontekście trudnych i bolesnych doświadczeń związanych z reżimami totalitarnymi". (cyt. za ms.gov.pl). Gośćmi imprezy byli przedstawiciele instytucji państwowych Litwy, Łotwy i Estonii: Toomas Hiio (Estoński Instytut Pamięci Narodowej), Teresė Birutė Burauskaitė (Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy), Ronaldas Račinskas (Międzynarodowa Komisja na rzecz Oceny Przestępstw Nazistowskiego i Sowieckiego Reżimu Totalitarnego na Litwie), Andris Šillers (Muzeum Okupacji na Łotwie).

Pisząc o sierpniu nie można nie wspomnieć o nacjonalistycznych incydentach na Puńszczyźnie. W nocy z 21 na 22 sierpnia nieznani sprawcy oblali białą i czerwoną farbą 30 dwujęzycznych tablic drogowych w gminie Puńsk, zniszczyli pomnik ustawiony w puńskim skansenie, na którym umieszczono znak "Falangi". Prokuratura rejonowa w Sejnach wszczęła śledztwo w sprawie znieważenia pomnika i umieszczenia na nim symboli nacjonalistycznych. We wtorek 23 sierpnia uszkodzono z kolei i oblano farbą obelisk we wsi Bubele poświęcony litewskiemu poecie Albinasowi Žukauskasowi (1912-1987). Incydenty potępiło Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, zaś wojewoda podlaski powołał specjalny zespół dochodzeniowy "w sprawie chuligaństwa na tle narodowościowym w gminie Puńsk", w skład którego weszli policjanci, przedstawiciele straży granicznej i ABW. Przewodniczący Stowarzyszenia Litwinów w Polsce Olgierd Wojciechowski, obarczając polski MSZ o zepsucie relacji polsko-litewskich, nie krył emocji: "my się boimy może nie o swoje życie, ale o byt, o to, co się stanie dalej. Ktoś skutecznie zastraszył mniejszość litewską". W sprawie wandalizmów wypowiedziały się władze litewskie, w tym premier Andrius Kubilius. Cała sprawa już wpłynęła na stosunki polsko-litewskie, podgrzewając atmosferę o co najmniej jeden poziom.

Nie odnoszę się w tym miejscu do strajku szkolnego, który rozpoczął się w piątek, bo to już... wrzesień. Dziś wizyta premiera Tuska na Litwie, która z pewnością będzie okazją do kolejnych komentarzy poświęconych stosunkom Warszawy z Wilnem (polecam portal "Polityka Wschodnia", gdzie można się zapoznać z komentarzami Aleksandra Radczenki i Piotra Maciążka na tematy litewskie. Dziś P. Maciążek "Premierze, prowadź na Kowno?!"). A wrzesień przyniesie sporo interesujących wydarzeń zarówno w Wilnie, Rydze, jak i Tallinie...

niedziela, 21 sierpnia 2011

Z daleka od Dalajlamy

We wtorek na zaproszenie Instytutu Buddyzmu odwiedził Estonię z trzydniową wizytą Tenzin Gjaco, znany jako XIV Dalajlama. Nie była to jego pierwsza wizyta: Tallin odwiedził już u progu niepodległości kraju w 1991 r., zaś następnie w 2001 r. Mimo to podróż wysokiego gościa budziła emocje już od kilku tygodni, nie tylko wśród jego sympatyków w Estonii, ale także, a może i przede wszystkim, polityków, którzy głowili się jak wyjść z honorem z tej sytuacji. Estonia znajduje się w położeniu trudnym – jako państwo okupowane przez pół wieku nie może przejść obojętnie obok losów Tybetu, z kolei realia międzynarodowe są takie, że Tallin utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Pekinem, w dodatku od lat szukając w nim przeciwwagi dla silnej pozycji Rosji. Z planów spotkania z Dalajlamą wycofała się już wcześniej przewodnicząca Riigikogu Ene Ergma, zaś premier Andrus Ansip udał się w dniach 16-22 sierpnia na urlop. Stosunek do Dalajlamy podzielił dwa zgodne na co dzień ugrupowania koalicyjne: o ile Partia Reform (RP) premiera Ansipa chciała uniknąć zadrażniania stosunków z ChRL, to działacze Związku Ojczyzny i Republiki (IRL) bardzo chętnie się na takie spotkanie zgodzili. Ministerstwo Spraw Zagranicznych kierowane przez Urmasa Paeta z RP stwierdziło, że "wizyta ma charakter prywatny", a "Estonia popiera integralność terytorialną ChRL". Przypomniano również, że przez pewien okres Chiny nie uznawały okupacji Estonii.

W środowym spotkaniu z Lamą wzięli udział posłowie ze specjalnej grupy wsparcia dla Tybetu w Riigikogu, w tym jej przewodniczący Andres Herkel, a także członkowie analogicznych grup w Sejmach Litwy i Łotwy – dotychczas Lama nie odwiedził ani Wilna, ani Rygi. Czas na rozmowę z mnichem znalazł pełniący obowiązki premiera Mart Laar, który przyjmował Lamę jako szef rządu Estonii w 2001 r., a także trzej inni członkowie rządu. Najbardziej uderzyć musiało Chińczyków nieoficjalne spotkanie z prezydentem Estonii Toomasem Hendrikiem Ilvesem, do którego doszło w środę w Centrum Badań Obronnych, gdzie Lama uczestniczył w seminarium. Prezydent stwierdził, że "religijna i kulturalna specyfika Tybetu jest unikalna, a jej zachowanie dla następnych pokoleń jest jednym z humanitarnych zadań naszych czasów". Wyrażając poparcie dla polityki "jednych Chin", zauważył, że historia, religia i kultura Tybetu jest czynnikiem wzbogacającym ChRL.

Już we wtorek rano groźne pomruki wydała z siebie ambasada ChRL w Tallinie. Wg placówki "organizując oficjalne spotkanie z przybywającym dziś dalaj-lamą, Estonia w sposób poważny narusza zasady stosunków międzynarodowych i swą obietnicę niepopierania niepodległości Tybetu". Chińczycy zażądali odwołania spotkania i zaprzestania "mieszania się w wewnętrzne sprawy Chin". Na krytykę ambasady odpowiedział minister spraw wewnętrznych Ken-Marti Vaher (Związek Ojczyźniany i Republikański, IRL), który sprzeciwił się "upolitycznianiu wizyty" przez Chińczyków. Wg ministra "nikt nie ma prawa osądzać tego spotkania". Zastrzeżenia ChRL zbagatelizował estoński politolog Karmo Tuir: "jedyne na czym może się to odbić, to to, czy otrzymamy osobne pomieszczenia dla ambasady w Chinach, czy jak dotychczas będziemy rozmieszczeni w hotelu. Jeśli władze Chin okażą się łaskawe – dadzą nam zezwolenie na budowę, jeśli nie, pozostaniemy w hotelu. Ale nie widzę w tym dla nas żadnej tragedii" – tyle estoński politolog.

Byłoby wielkim nietaktem opisywać wizytę Dalajlamy tylko przez pryzmat spotkania z tymi czy innymi politykami. Gość z Tybetu wystąpił we wtorek z przemówieniem do narodu estońskiego na pl. Vabaduse w Tallinie (symboliczna nazwa, po estońsku to "pl. Wolności"). W telewizji można było oglądać transmisję na żywo z tego wydarzenia. W tym samym dniu telewizja ETV nadała wywiad z Dalajlamą przeprowadzony przez estońskich dziennikarzy. Mnich podzielił się m.in. refleksjami na temat religii. Wg Lamy "wszystkie religie świata niosą miłość, miłosierdzie i tolerancję, żadnej z nich nie wolno uważać za wrogą". Nie wolno utożsamiać ekstremizmów na jej obrzeżach z religią jako taką, a różne systemy religijne mogą obok siebie współistnieć. Jako przykład podał Indie.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Wakacyjne ogórki. Wdowa kończy żałobę i idzie do polityki.

O ile na Łotwie sezon polityczny w pełni – w sobotę 6 sierpnia po wielomiesięcznych oczekiwaniach zrodziła się partia "Jedność", a startujące we wrześniowych wyborach ugrupowania na dniach złożą w Komisji listy kandydatów (Centrum Zgody już to uczyniło) – to na sąsiedniej Litwie raczej "ogórkowo". Z jednym wszakże wyjątkiem – kraj od piątku żyje skandalem spowodowanym udostępnieniem reżimowi w Mińsku danych bankowych białoruskich organizacji opozycyjnych zarejestrowanych w Wilnie. Kilka tygodni temu na wniosek białoruskiego Wydziału Dochodzeń Finansowych uczyniło to Ministerstwo Sprawiedliwości kierowane przez Remigijusa Šimašiusa (LRLS). Zagrożonych represjami ze strony władz w Mińsku jest co najmniej kilku działaczy opozycyjnych, w tym lider Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiasna” Aleś Bielacki. Do sprawy tej jeszcze trzeba będzie wrócić – również w kontekście relacji między konserwatystami a liberałami, tymczasem, skoro mamy "sezon ogórkowy", to może "ogórkowo". 6 sierpnia, gdy na Łotwie obradował kongres założycielski "Vienotīby", w Kownie odbyło się zgromadzenie Litewskiego Związku Wolności (Lietuvos laisvės sąjunga, LLS) – marginalnego ugrupowania powstałego w 1992 r. w wyniku rozłamu w antykomunistycznej Litewskiej Lidze Wolności (Lietuvos laisvės lyga, LLL). Ugrupowanie LLS, dowodzone przez ekscentryka Vytautasa Šustauskasa, przez lata orbitowało na obrzeżach litewskiej polityki, jednak w Kownie notowało sukcesy w wyborach samorządowych (w 1995 r. – 14.29% głosów; w 1997 r. – 13,52%; w 2000 r. – 23,80%, w 2002 r. – 5,49%), a jego lider najpierw został burmistrzem miasta (2000 r.), by następnie na cztery lata zasiąść w Sejmie VIII kadencji. Šustauskas zasłynął z wypowiedzi antysemickich ("Jei ne vokiečiai, lietuviai Kauno Laisvės alėjoje žydams valytų batus" – "Gdyby nie Niemcy, Litwini musieliby dziś Żydom czyścić buty w kowieńskiej Alei Wolności". Al. Wolności – główna arteria przedwojennej stolicy, red.), a także niedorzecznych ("nie będzie na Litwie porządku, jeśli nie wejdziemy do Sejmu z kałasznikowami"). Jako burmistrz dokonał niewiele – trudno oczekiwać sukcesów w ciągu kilku miesięcy sprawowania władzy – zaś w mediach znany był głównie jako skandalista, nazywany także "królem żebraków" ("ubagų karalius"), dorabiający jako taksówkarz. W 2007 r. jego ugrupowanie zostało wyeliminowane z życia politycznego, otrzymując 0,89% głosów w wyborach do rady kowieńskiej.

Kolejną szansę od losu partia Šustauskasa dostała po śmierci prezydenta Algirdasa Brazauskasa (1932-2010), gdy jego druga żona Kristina Brazauskienė – po kilkunastu latach członkowstwa w socjaldemokracji (LDDP/LSDP) – zapragnęła wrócić do polityki, łącząc swe plany polityczne z ugrupowaniem byłego burmistrza. W zeszłym roku władze LSDP nie zgodziły się bowiem na jej start w wyborach do rady wileńskiej. Na początku lipca litewskie media poinformowały o planowanym na sierpień zjeździe założycielskim Związku Prezydenta Odrodzonej Litwy (Atkurtosios Lietuvos prezidento sąjunga, ALPS), wśród demiurgów nowej, być może "trzeciej", siły politycznej mieli się znaleźć Šustauskas wraz z wdową po pierwszym prezydencie. Zjazd odbył się ostatecznie w minioną sobotę – głównym wydarzeniem była zmiana nazwy z Litewskiego Związku Wolności na Związek Prezydenta Litwy (Lietuvos prezidento sąjunga, LPS), przyjęcie nowego statutu i wymiana kierownictwa. Szefową partii została Wdowa, jej pierwszym zastępcą Šustauskas, wybrano również 24 członków Rady. W jej skład wszedł m.in. szef oddziału LLS w Taurogach Saulius Oželis, który w 2002 r. "zasłynął" spaleniem imitacji flagi izraelskiej w proteście przeciwko akcji łowienia nazistów "Ostatnia Szansa". O programie podczas sobotniego zjazdu mówiono jakby mniej, choć ugrupowanie, jak to wyraziła Szefowa, "będzie bronić interesów zwykłych ludzi". Zaproponowano, by rząd kończąc kadencję każdorazowo przedstawiał przegląd swych dokonań, a w razie wątpliwości jego działalność mogła być poddana audytowi przez Kontrolę Państwową – na wiosek prezydenta, Sejmu, grupy posłów czy 50 tys. obywateli. Jak stwierdził Šustauskas "naszym celem jest wyprzedzenie dwóch partii – konserwatystów i socjaldemokratów". Brazauskienė zapowiada z kolei liczną reprezentację w Sejmie XI kadencji. Ambitne to zadanie, gdy LLS nie jest notowana w sondażach i liczy zaledwie pół tysiąca członków. Delegatom – w większości starszym ludziom, choć znalazło się na sali kilka młodych twarzy – odczytano list z pozdrowieniami od mającej niegdyś przemożny wpływ na litewską politykę, a obecnie kierującej ugrupowaniem równie marginalnym co LLS, Kazimiery Prunskienė (b. szefowej Litewskiego Ludowego Związku Chłopskiego, LVLS, obecnie Litewskiej Partii Ludowej, LPP – w wyborach lokalnych w 2011 r. ugrupowanie zdobyło 7 mandatów w skali kraju).

Sobotni kongres trudno traktować poważnie, inaczej niż wakacyjny "ogórek". Kabaretowa partia postanowiła zmienić nazwę, nabrać wiatru w żagle, posługując się przy tym wdową po zmarłym prezydencie, która chyba nie do końca zdaje sobie sprawę, w jakiej grze uczestniczy. A być może zdaje sobie sprawę, ale chce się odegrać za upokorzenia doznane od partii Męża (pytanie czy nie mogła znaleźć lepszego towarzystwa?). Nazwisko "Brazauskienė" ma wywindować dogorywające ugrupowanie Šustauskasa, choć mało kto wierzy w pokonanie progu 5% w wyborach (wielkim sukcesem byłoby poparcie na poziomie 2-3%). Odrębną sprawą pozostaje fakt, czy takie a nie inne zaangażowanie polityczne p. Brazauskasowej, sprzyja pielęgnowaniu pamięci o zmarłym prezydencie, współzałożycielu niepodległej Litwy w 1990 r. Zdecydowanie nie, choć Wdowa jest osobą niezależną – także politycznie – i może robić również w polityce, to co się jej żywnie podoba. Tylko czy warto?

Kristina Brazauskienė, primo voto Butrimienė. Ur. 1949. W okresie Litwy Sowieckiej pracownik stołówki w Komitecie Centralnym Litewskiej Partii Komunistycznej, dyrektorka stołecznego hotelu "Draugystė". Po 1990 r. także współwłaściciel placówki znanej obecnie jako "Crowne Plaza Vilnius". W politykę angażowała się u boku męża: była członkinią postkomunistycznej Litewskiej Demokratycznej Partii Pracy (LDDP) oraz socjaldemokratycznej LDSP. W kadencji 2002-2007 członkini rady miejskiej Wilna. W 2002 r. sformalizowała związek z Algirdasem Brazauskasem – wówczas premierem centrolewicowej koalicji. Ma syna Ernesta Butrimasa, przedsiębiorcę. Żony znanych polityków to w krajach bałtyckich sprawa interesująca: na sąsiedniej Łotwie w politykę zaangażowały się małżonki Ainārsa Šlesersa i Andrisa Šķēlego: modelka Inese Šlesere działała w ruchu prorodzinnym, z ramienia ugrupowania męża przez trzy kadencje sprawowała mandat posłanki do Sejmu, a obecnie ubiega się o mandat w Kurlandii. Kristiāna Lībane-Šķēle jest jedną z najbogatszych kobiet na Łotwie, posłowała do kilku Sejmów, praktykuje jako adwokat, zaś od 2006 r. jest konsulem honorowym Wlk. Ks. Luksemburg. Była również aktywną działaczką założonej przez męża Partii Ludowej (TP). Na Litwie w polityce działa żona byłego przewodniczącego Sejmu i tymczasowego prezydenta Artūrasa Paulauskasa Jolanta Paulauskienė, a także małżonka obecnego burmistrza Litwy i byłego lidera LiCS Artūrasa Zuokasa Agnė Zuokienė (od 2008 r. posłanka na Sejm X kadencji). W Estonii od 2009 r. posłuje do Parlamentu Europejskiego żona Edgara Savisaara Vilja Savisaar-Toomast.

Zdjęcia z kongresu założycielskiego można obejrzeć na stronie pisma "Lietuvos rytas" (Dovilė Tuskenytė, Vygandas Trainys, "Lietuvos prezidento sąjungai vadovaus K.Brazauskienė, V.Šustauskas bus renkamas pirmuoju jos pavaduotoju", 6.VIII.2011).
http://www.lrytas.lt/-13126139141312593660-lietuvos-prezidento-sąjungai-vadovaus-k-brazauskienė-v-šustauskas-bus-renkamas-pirmuoju-jos-pavaduotoju-atnaujinta-14-val-38-min-nuotraukos-video.htm

niedziela, 31 lipca 2011

Dziś ostatni dzień lipca...

Są wakacje, czas leci szybko, aż trudno zauważyć, że od ostatniej notki pisanej na blogu minęły 3 tygodnie. A u Bałtów działo się przez ten czas sporo. 17 lipca odbyła się II tura wyborów w Kłajpedzie, którą wygrał Naglis Puteikis ze Związku Ojczyzny – na jesieni zobaczymy na ile trwale przełamał złą passę swojego ugrupowania. Wybryki nacjonalistów znów zepsuły międzynarodową reputację Litwy: 10 lipca neonazistowscy wandale zniszczyli miejsce pamięci w Ponarach, zaś kilka dni temu media podały informację o organizacji przez Litewski Związek Młodzieży Narodowej obozu letniego w podwileńskich Dziewieniszkach pod hasłem "Ačiū Dievui(-ams), kad gimiau baltas"/"Dziękuję Bogu/Bogom, że urodziłem się – i tu gra słów – "Bałtem"/"biały". Nie byłoby to warte wspominania, gdyby inicjatywa nacjonalistów nie doczekała się współfinansowania przez litewski rząd (sic!), a także gdyby nie miejsce odbycia obozu: pogranicze litewsko-słowiańskie zamieszkane w większości przez Polaków. Premier Kubilius powiedział, że żadnej tolerancji dla nacjonalizmu ze strony władz nie będzie – na ile szczere, a na ile "polityczno-poprawne" to słowa trudno powiedzieć – wyrzucenie z TS-LKD Songaiły i jego Związku Litewskich Narodowców (LTS), a także uregulowanie zaległych spraw w relacjach litewsko-żydowskich, kazałyby wierzyć w "nowe otwarcie" litewskiej centroprawicy. 11 lipca Naczelny Sąd Administracyjny (Lietuvos vyriausiasis administracinis teismas, LVAT) – jak pisze "Kurier Wileński" – "w ostatecznym i niepodlegającym zaskarżeniu werdykcie" stwierdził, że samorząd rejonu wileńskiego zobowiązany jest w ciągu miesiąca zdjąć tabliczki z napisami w językach polskim/rosyjskim i zastąpić je wpisami w języku państwowym jak przewiduje Ustawa o Języku Urzędowym oraz uzupełniająca ją uchwała rządu. Orzeczenie LVAT było związane z uprzednim zaskarżeniem przez samorząd rejonu wileńskiego decyzji okręgowego sądu administracyjnego w Wilnie. Po orzeczeniu sądu pozostaje czekać na inicjatywę litewskiej klasy politycznej, która już deklaruje, że możliwe byłoby podwójne nazewnictwo w rejonach zamieszkanych przez 33% przedstawicieli mniejszości. Na ile to "zajączki" wypuszczane dla uspokojenia strony polskiej, na ile rzeczywiste intencje (na rok przed wyborami?), zobaczymy wkrótce. Chyba jednak to pierwsze. Od dwóch tygodni Litwa żyje sprawą Gołowatowa. W związku z tym, że o kwestii tej obszernie pisały media, a także wierny towarzysz wędrówek po skomplikowanej tematyce bałtyckiej Dominik Wilczewski (Zob. "Litewsko-austriacka "zimna wojna" (z Rosją w tle)" – wpis z 25 lipca na portalu "Spotkania polsko-litewskie", zob. także D. Wilczewski, "Sprawa Gołowatowa obnaża podział na "starą" i "nową" Europę", w: "Biuletyn Wschodni" P. A. Maciążka, 24 lipca 2011 r. – można znaleźć przez wyszukiwarkę google), ja tę sprawę w tym momencie pominę.

Na Łotwie, mimo wakacji, sezon par excellance polityczny. 8 lipca miało miejsce uroczyste zaprzysiężenie nowego prezydenta Łotwy Andrisa Bērziņša, który zdążył już odbyć wizyty zagraniczne w Litwie i Estonii, a także spotkać się z przedstawicielami partii politycznych, Sejmu oraz najważniejszych kościołów Łotwy (znalazł także czas na spotkanie z organizatorami festiwalu "Nowa Fala" w Jurmali). W sobotę 9 lipca manifest swego nowego ugrupowania ("Partii Reform Zatlersa") przedstawił ustępujący prezydent Valdis Zatlers. W tym samym dniu pożegnaliśmy się z istniejącą od 1998 r. Partią Ludową (Tautas partija, TP) – dowodzoną przez Andrisa Šķēlego centroprawicową formacją przez lata określającą treść łotewskiej polityki wewnętrznej i zagranicznej (proces likwidacji ugrupowania trwać będzie jeszcze kilka miesięcy). 23 lipca odbyło się na Łotwie referendum zainicjowane w maju b.r. przez prezydenta Zatlersa – 95% spośród niecałej połowy głosujących wypowiedziała się za skróceniem kadencji Sejmu X kadencji, otwierając drogę do ponownych wyborów wyznaczonych przez Centralną Komisję Wyborczą na 17 września. W dniu referendum doszło do kongresu założycielskiego partii Zatlersa, a także zjazdu organizacyjnego Partii Widzemskiej – założonej przez związanych dotychczas z TP samorządowców z północy Łotwy. Swe siły połączyli nacjonaliści – "starej daty" z TB/LNNK oraz "młodzi" z "Wszystko dla Łotwy!". W mijający właśnie weekend (30-31 lipca) zebrały się gremia partii "Nowa Era" (JL) V. Dombrovskisa i "Związek Obywatelski" (PS) G. V. Kristovskisa, które wypowiedziały się za powołaniem do życia zjednoczonej centroprawicowej formacji „Jedność” w dniu 6 sierpnia. Z decyzją władz PS nie zgodzili się niektórzy członkowie, w tym radny Rygi Jānis Mārtiņš Skuja, który po przywróceniu mu członkostwa w połowie lipca ponownie odszedł z ugrupowania. Patrząc na sondaże: na wysokim poziomie utrzymują się notowania rosyjskiego Centrum Zgody i nacjonalistów, spadły akcje "Jedności" i ZZS, wciąż niepewna jest pozycja tworzonej w pocie czoła – nie bez przeszkód – partii Zatlersa. O przeżycie walczy oligarchiczna partia LPP/LC. Do 18 sierpnia ugrupowania łotewskie zobowiązane są przedstawić CKW listy kandydatów w wyborach do Sejmu.

Północna sąsiadka Łotwy Estonia od kilku dni żyje sprawą przyjazdu Dalajlamy. Kwestia spotkania z przywódca Tybetu już budzi kontrowersje o charakterze politycznym – ze spotkania z Tenzin Gjaco zrezygnowała przewodnicząca Riigikogu Ene Ergma (IRL – Związek Ojczyźniany i Republikański), co jest najwyraźniej nie w smak liderowi ugrupowania Maartowi Laarowi, który w 2001 r. jako premier spotkał się Dalajlamą). W połowie lipca Partia Socjaldemokratyczna (SDE) na spotkaniu z prezydentem Ilvesem – jej byłym liderem – wyraziła mu poparcie w staraniach o reelekcję w październiku b.r., zapowiadając zgłoszenie jego kandydatury w Riigikogu. Na początku lipca prezydent odwiedził gruzińskiego kolegę Micheila Saakaszwilego – przypomnijmy, że Estonia bardzo mocno popiera starania Południowego Kaukazu o wyrwanie się spod dominacji moskiewskiej (w 2008 r. bez żadnych zastrzeżeń wsparła Gruzję podczas konfliktu z Rosją, a T.H. Ilves przemawiał na tyfliskim wiecu u boku L. Kaczyńskiego i W. Juszczenki). Oprócz spotkania z prezydentem i premierem estoński gość znalazł czas, by pomówić z liderami lokalnej opozycji. Zachęcił władze gruzińskie do kontynuacji reform gospodarczych i politycznych, co należy traktować jako zawoalowaną sugestię nawiązania przez obecną ekipę dialogu z wewnętrznymi przeciwnikami.

PS. Tych, którzy przez trzy tygodnie stęsknili się za wpisami na blogu "Wilno-Ryga-Tallin-Helsinki", odsyłam do moich tekstów publikowanych na stronie „Radia Wnet” pod nazwiskiem „Tomasz Otocki” (ostatnio m.in. "Łotwa: balu nie będzie" – 1.07.2011; "Ryga, 4 lipca. Marsz Żywych" – 3.07.2011; "Serwis Lecha Kaczyńskiego na sprzedaż", 8.07.2011; "Premier w Brazylii" – 13.07.2011; "Komu nie po drodze z nową falą?" – 23.07.2011). Są to krótkie informacje głównie o charakterze bieżącym i "ciekawostkowym". Do poważniejszych tekstów mojego autorstwa odsyłam na założony przez P. Maciążka portal "Polityka Wschodnia". Zapraszam również do odsłuchiwania cotygodniowych audycji w "Radiu Wnet", a także do zaglądania na profil "Kącik Bałtycki" w tymże radio.