piątek, 29 października 2010

O Litwinach z KLD albo o specyfice wyborczej gminy Puńsk

27 października minęła dziewiętnasta rocznica pierwszych wolnych wyborów do Sejmu RP. Było to zarazem pierwsze od 1938 roku głosowanie, w którym swe kandydatury wystawili przedstawiciele mniejszości narodowych i etnicznych. Celowo nie biorę tutaj pod uwagę wyborów w 1989 roku, gdy przedstawicieli mniejszości ukraińskiej (W. Mądry) i mazurskiej (E. Kruk) umieściła na własnych listach "Solidarność", bo mandaty uzyskali oni raczej jako przedstawiciele ruchu, a nie własnych społeczności (startujący zaś do Senatu Sokrat Janowicz zaś nie przebił się poza podział "koalicja" i "opozycja solidarnościowa"). Wybory 1991 roku były pierwszą od dziesięcioleci okazją dla mniejszości narodowych, by "policzyć głosy" i pokazać większościowej społeczności, że nie żyjemy w „monoetnicznej”, jak chwalono się za PRL, Rzeczypospolitej.
W niedzielę 27 października 1991 roku obok przedstawicieli mniejszości niemieckiej w wyborcze szranki stanęli działacze Białoruskiego Komitetu Wyborczego związanego z Sokratem Janowiczem, Komitetu Wyborczego Prawosławnych (E. Czykwina), a także Wyborczego Bloku Mniejszości (WBM). W skład tej trzeciej organizacji oprócz przedstawicieli mniejszości ukraińskiej, łemkowskiej oraz czeskiej i słowackiej weszli polscy Litwini. Dodajmy, że społeczność litewska tak w okresie II RP, jak i PRL nie posiadała swych przedstawicieli w polskim parlamencie.
O głosy Litwinów zawalczyli w 1991 roku historyk Bronisław Makowski (okręg białostocko-suwalski), wykładowca Politechniki Warszawskiej i działacz „Solidarności” Rimas Jerzy Vaina (okręg krakowski), a także inni działacze społeczności litewskiej: Jan Wojczulis (okręg szczeciński), Kazimierz Sygit-Kraużlis (okręg elbląsko-olsztyński) i Józef Sygit-Forencewicz (miasto Warszawa).
Ostatecznie Wyborczy Blok Mniejszości zebrał niewiele głosów, co należy przypisać nieobecności na jego listach przedstawicieli dwóch największych liczebnie mniejszości: niemieckiej i białoruskiej – te dwie społeczni uzyskały łącznie 8 mandatów z własnych list (co charakterystyczne, Białorusi z „prawosławnej”, a nie „białoruskiej”), a także liczeniu głosów w skali okręgów, a nie kraju. Wyborczy Blok okazał się popularny w okręgu białostocko-suwalskim, gdzie uzyskał 3065 głosów, co przełożyło się na średnio 1,00% poparcia (w województwie suwalskim 2,8%, w białostockim – 0,1%). Dobry wynik w województwie suwalskim Blok zawdzięczał zarówno zamieszkałej tu mniejszości litewskiej, jak i ukraińsko-łemkowskiej. I tak, pierwszy na liście B. Makauskas uzyskał 1285 głosów (40% „udziału” w wyniku wyborczym listy). W „litewskich” Sejnach na WBM padło 231 głosów i 10,1%, w gminie Puńsk – 907 głosów i 76,2%, zaś w Suwałkach jedynie 60 głosów i 0,1%. Dobre wyniki uzyskali również kandydaci WBM w gminach o wysokim współczynniku Ukraińców: Baniach Mazurskich (27,3%), Budrach (27,8%), Kruklankach (26%), Pozezdrzu (18,2%) i Węgorzewie (8,7%). Inni kandydaci litewscy, startujący na terenach nie objętych zwartym osadnictwem litewskim, nie uzyskali już tak dużego uznania u wyborców: Rimas Jerzy Vaina zebrał w Krakowie 59 głosów (286 na listę), Jan Wojczulis w Szczecinie – 127, Kazimierz Sygit-Kraużlis w Olsztynie – 58 głosów (z 6950 na listę), Józef Sygit-Forencewicz w Warszawie – 71 (z 680 na listę).
Poznawszy smak wyborczej porażki Litwini postanowili w 1993 roku rekomendować swego działacza Kazimierza Baranowskiego na suwalską listę Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Kongres uzyskał wówczas jedynie 3,99% głosów w skali kraju i nie wszedł do Sejmu. W samym Puńsku na KLD padło 876 głosów i 59,47%. Tylko siedem z tych ”liberalnych” głosów nie zebrał Baranowski. Była to jedyna gmina w województwie z tak wysokim poparciem dla liberałów (następna w kolejce Gołdap, z której wywodził się lider listy Jarosław Słoma, miała „tylko” 19,48%). W całym województwie na Baranowskiego padło 1499 głosów. W następnym wyborach (1997) Litwini nie mieli już własnego kandydata, a najpopularniejszy w gminie Puńsk okazał się wystawiony przez SLD Janusz Szymański (25,86%). Gdyby wybory odbywały się tylko w Puńsku u władzy zostałaby czerwono-zielona koalicja, na którą głosowało prawie dwie trzecie wyborców (SLD – 46,37%, PSL – 19,18%). Na AWS padło 7,54%, na UW 5,73%, zaś na uważane za nacjonalistyczne BdP i ROP odpowiednio 2.00% i 4,68%. Popularniejsza niż w skali kraju okazała się także lewicowa Unia Pracy podkreślająca przywiązanie do idei tolerancji wobec mniejszości narodowych i etnicznych (6,11% głosów).
Po raz kolejny Litwini mieli szansę uzyskać mandat w 2001 roku. Wydawać by się mogło, że tym razem postawili na właściwego konia: wyborczą koalicję SLD-UP. Poparcie społeczności litewskiej dla obu partii lewicowych było w 1997 roku większe niż 50%, a sama lewica miała szansę na dobry wynik na Podlasiu. Ostatecznie SLD-UP zebrało w województwie 37,91% głosów i 6 mandatów. Mimo iż tradycyjnie najwięcej głosów zebrała lewica w regionach z silną reprezentacją mniejszości (powiat hajnowski - 76,3% głosów; powiat sejneński 63,72% głosów), to o sukcesie mogli mówić tylko przedstawiciele społeczności białoruskiej, którzy wywalczyli dwa z sześciu mandatów. Wójt gminy Puńsk Witold Liszkowski zebrał jedynie 2897 głosów - o wiele za mało, by uzyskać miejsce w Sejmie. W samej gminie na SLD-UP głosowali prawie wszyscy mieszkańcy (89,49%). Załamanie się poparcia społecznego dla SLD w latach 2003-2005 nie objęło gminy Puńsk, a może inaczej - wciąż silnym autorytetem cieszy się tu wójt Liszkowski, który zebrał w wyborach 2005 r. 2235 głosów i wysunął się na trzecie miejsce po Eugeniuszu Czykwinie (Białystok) i Marku Strzelińskim (Łomża). Pech chciał, że SLD zdobył w tych wyborach tylko dwa mandaty. Do wyborów 2007 r. Liszkowski już nie stanął, podobnie jak żaden innych kandydat litewski, stąd poparcie mieszkańców gminy rozbiło się mniej więcej równomiernie między trzy komitety: LiD, PO i PSL. Głosowano w gminie i na Janusza Krzyżewskiego (LiD), i na Cezarego Cieślukowskiego/Roberta Tyszkiewicza (PO), a także na Edmunda Borawskiego (PSL).
Jak zagłosują Litwini w 2011 roku? Wielka zagadka. Wiadomo jednak, że na urząd wójta będzie w tym roku kandydował tylko Witold Liszkowski i, że zdobędzie... no właśnie, ile? Najprawdopodobniej gdzieś w granicach 90-100% głosów. Front Jedności Narodu? Może i tak, ale czasem tak trzeba, gdy mieszkający obok "naród tytularny" nie zawsze patrzy przychylnym okiem na malutką mniejszość...

Litewski Wrocław…

Kilkanaście dni temu niemiecki dziennikarz zamieszkały w Polsce Klaus Bachmann „namieszał” ze swym wyborczym prowokacyjnym hasłem „litewski Wrocław” (das litauscher Breslau). Bachmann zgłosił swą kandydaturę na urząd prezydenta miasta, zapowiadając „przyłączenie Wrocławia do Kłajpedy, co pozwoli na odkorkowanie miasta i przerzucenie zatykających arterie miasta ciężarówek na statki”. Konsternację wzbudziło anty-wyborcze wezwanie: „My, Komitet "Litewski Wrocław", chcemy tylko ich [wyborców] głosów. Głosy liczą się, wyborcy się nie liczą - w Polsce są oni bowiem niemal zawsze w mniejszości wobec nie-wyborców. Dlatego Komitet "Litewski Wrocław" wzywa do nieoddania głosu na nikogo! Wyborco, przestań być wyborcą, zostań w domu, marznij na działce, wyjeżdżaj z miasta, dopóki możesz - ale nie oddawaj głosu na nikogo. Jeśli większość wyborców nie zagłosuje, nikt nie będzie mógł zaprzeczać, że tym samym posłuchali oni naszego apelu i że to my mamy największe poparcie. Zwycięstwo jest pewne, dlatego i ty wstrzymaj się od głosu!” Trzeba przyznać, że – inteligentnego – szyderstwa w polskiej polityce brakuje, tak więc udał się ten pomysł z „litewskim Wrocławiem”, a także głosowaniem poprzez nie-głosowanie. Stolica Dolnego Śląska ma jednak i realne związki z Litwą, nie tylko z rzeczoną Kłajpedą, z którą znajdowała się we wspólnym państwie przez ponad 200 lat (od połowy XVIII wieku aż do 1945 roku, gdy upadła tysiącletnia Rzesza). W litewskim Kownie działała w dwudziestoleciu międzywojennym filia wrocławskiej księgarni Priebatsch należąca do rodziny Holzmanów. W samym Wrocławiu istniał zaś od 1927 roku litewski konsulat honorowy na czele z kupcem Aloisem Landererem (wrocławski handlarz drewnem „o rozległych kontaktach międzynarodowych”). Funkcjonująca przez 12 lat placówka mieściła się przy współczesnych ulicach: Pocztowej (do 1933 roku) i Powstańców Śląskich (po 1933 roku). Terytorialnie obejmowała dwie rejencje: opolską i wrocławską – „bywalcy” Legnicy i Jeleniej Góry podlegali już pod litewski konsulat w Dreźnie. Alois Landerer – i tu wchodzimy na bardzo nieprzyjemny temat nazistowskiej polityki narodowościowej – musiał zostać przeniesiony w 1938 roku do Czechosłowacji z powodu żydowskiego pochodzenia. Sam konsulat w związku z agresją niemiecką na Kłajpedę (ach ta Kłajpeda…) w marcu 1939 roku i likwidacją państwa litewskiego w czerwcu 1940 roku de facto zaprzestał swej działalności. Jeszcze smutniejsze są wojenne losy niemieckiego historyka i pedagoga Willego Cohna, który został przez władze nazistowskie deportowany na Litwę i zakończył życie w niesławnym kowieńskim forcie. Kiedy myślę o „litewskim Wrocławiu” na myśl przychodzi mi diaspora kresowian, która po 1945 roku zasiedliła miasto. Byli to co prawda w większości mieszkańcy czterech województw południowo-wschodnich włączonych w skład USRR, jednak tu i tam „zaplątał” się jakiś wilniuk albo mieszkaniec podwileńskich Trok – wieloletnią aktorką Teatru Dramatycznego we Wrocławiu była wilnianka Halina Dobrowolska, z rodziny wileńskiej wywodzi się wrocławski artysta Andrzej Lachowicz. Z Uniwersytetu Stefana Batorego trafił do Wrocławia historyk sztuki Marian Morelowski, a wrocławską gminą karaimską zarządzał po II wojnie światowej „obywatel Troków” Rafał Abkowicz. Warto dodać, że z Wileńszczyzny pochodzi wieloletni arcybiskup metropolita wrocławski i kardynał prezbiter Henryk Gulbinowicz (przy okazji - piękne litewskie nazwisko). Litewskie korzenie, ale już nie „wileńskie”, ma z kolei Grażyna Tomaszewska-Cupaila – wrocławska działaczka opozycyjna i nauczycielka, w III RP kurator oświaty we Wrocławiu i wieloletnia radna miejska (w latach 2001-2002 przewodnicząca rady). Jej ojciec Česlovas Čiupaila był klerykiem seminarium kowieńskiego, w 1941 roku został wcielony do armii sowieckiej, z której uciekł i do końca życia ukrywał się w Polsce pod przybranym nazwiskiem „Tomaszewski”. Co ciekawe, samo Kowno z seminarium, którego nie zamknięto nawet w czasach sowieckich, jest w nowej rzeczywistości politycznej miastem partnerskim Wrocławia.

PS. Zerknąłem dziś na stronę Państwowej Komisji Wyborczej. Komitetu „Litewski Wrocław” nie zarejestrowano. Jest za to „Czerwony Wrocław”, zgłoszony przez pogrobowców Komunistycznej Partii Polski. Mieszkańcom stolicy Dolnego Śląska pozostaje życzyć przyłączenia do rozwijającej się Kłajpedy – zasługują na lepszy los niż Workuta…

piątek, 15 października 2010

Estońska dziwna język…

Nigdy nie próbowałem się na poważnie uczyć estońskiego, niemniej zdarzyło mi się kilkakrotnie przewertować słownik w poszukiwaniu słów, które mogłyby mi dać jakieś zaczepienie, znaleźć klucz do tego ugrofińskiego języka, oswoić go…
Spisałem słowa pochodzące z niemieckiego, rosyjskiego i łotewskiego. Niewiele ich, ale są. Dzięki temu jakoś łatwiej się poruszać przez artykuły w estońskiej prasie po włączeniu guzika „gugyl tłómacz”.
PS. Szwedzkiego nie znam, więc nie wiem, czy Estowie jakieś słownictwo zapożyczyli. Może ktoś z czytających tego bloga podpowie?
reis – podróż; reisija – podróżny (niem.)
kelder – piwnica (niem.)
paber – papier; pabeross – papieros (niem., ros.)
õlu – piwno (litewskie, łotewskie – alus)
taigen – ciasto (niem.)
Härra(d) – Pan/owie (niem.)
Proua(d) – Pani/e (niem.)
Preili – Panna (niem.)
Tüter – córka (niem.)
valik – wybór (niem.; por. mazurskie i warmińskie welowanie, welunek)
vinn – wódka
toomkirik – katedra (niem. – toom/Dom; kirik – kościół, cerkiew)
pilet – bilet (niem.); piletikassa (niem. – kasa biletowa)
seep – mydło (niem.)
nelgrid – goździki (kwiaty; niem.)
pilt – zdjęcie (niem.)
müts – czapka (niem.)
kuld – złoto (niem.?)
püksid – spodnie (niem.; kaszubskie i warmińsko-mazurskie „buksy”)
sokid – skarpety (niem.)
sall – szal (niem.)
lips – krawat (niem.)
aarst – lekarz (niem.)
turg – bazar (słow.?)
ametnik – urzędnik (niem., słow.?)
trükkija – drukarz (niem.)
kool – szkoła (niem.?)
pall – piłka (niem.)
mees – człowiek (niem.); meremees (marynarz), kaupmees (kupiec), jahimees (myśliwy)
maksma – płacić (łot.); maksumaksja (podatnik)
streikima – strajkować (niem.)
laulataba – poślubić (łot.)
rist – krzyż (niem.)
tee – herbata (niem.)
kohver – walizka (niem.)
maja – dom (łot.); majandus – gospodarka
leib – chleb (niem.)
klaas – szyba, szklanka (niem.)
torn – wieża (niem.)
münt – moneta (niem.)
mööbel – meble (niem.)

Wiersze w metrze

Andrus Kasemaa
Minu kodu

Kehv maja
kaevu ei ole
kõrvalhoone, ilus ärklituba
laut, viltune saun
tuul puhub seintest läbi
heinaküün, tuules laperdav uks,
mis on alati lahti
pikk hein on kaugel
Ukse all lainetab rohi –
minu armastus
Vaene maa on see
kauge kolkaküla –
minu ilus Eestimaa

Poeedirahu [Spokój Poety], Tartu, 2008

I twoje zdjęcie w Playboyu będzie...

By się trochę oderwać od łotewskiej polityki coś mieco lżejszego. Kilka dni temu Łotewskie Stowarzyszenie Wydawców Prasy skrytykowało sieć kolporterów „Rimi”, za to iż w swych kioskach nie chce udostępniać pięciu tytułów pism pornograficznych (chodzi o gazety: Princese", "Žirafe", "Tet A Tet", "XXL" un "SEX Fantasy). Postępowanie kolporterów nazwała „cenzurą”. Wśród dozwolonych czasopism znajdzie się jednak „Playboy”, którego pierwszy numer na Łotwie ukazał się 8 października. Pismo miało już wyjść po raz pierwszy na początku ubiegłego roku, jednak z powodu kryzysu pomysł został na jakiś czas odłożony. Widać, że z problemami gospodarczymi radzi sobie Łotwa coraz lepiej. Dodajmy, że podobna gazeta wychodzi od 2008 roku na Litwie.
Redaktorem „Playboya”  został łotewski poeta, satyryk i publicysta Egīls Zirnis. Na okładce gazety w roli „króliczka” pojawiła się dziennikarka Anna Rozīte. W numerze, oprócz zdjęć i rubryki satyrycznej, umieszczono także wywiady z łotewskim koszykarzem grającym w NBA Andrisem Biedriņšem i pianistą Vestardsem Šimkusem, a także opowiadania Kurta Vonneguta przetłumaczone po raz pierwszy na język łotewski. Z gazetą współpracuje również słynny łotewski dziennikarz „śledczy” Lato Lapsa. Nic, tylko zabrać się do czytania…

Kogo nie będzie w Sejmie albo o sympatii do Dąbrowskiego w Warszawie

Często narzekamy na Państwową Komisję Wyborczą, że zbyt długo zwleka z opublikowaniem oficjalnych wyników wyborów, albo że funduje nam takie horrory, jak podczas ostatniej nocy wyborczej, podczas której przegrany kandydat na kilkadziesiąt minut objął prowadzenie nad zwycięzcą. Ja tak bardzo się nie emocjonowałem, ale wiem, że niektórzy z nerwów nie spali, niektórzy brali proszki, a inni otworzyli szampana, którego musieli zaraz przelać do plastikowych butelek w nadziei na lepsze czasy. Nic to w porównaniu z tym, jak długo trzyma Łotyszów w niepewności Centralna Komisja Wyborcza. Niby już wszystko wiadomo, znamy liczbę miejsc, jakie przyznano w Sejmie poszczególnym partiom, trwają rozmowy koalicyjne, rozdziela się teki, niemniej wciąż nie ma oficjalnej listy posłów X kadencji (w chwili, gdy piszę ten tekst, nie są jeszcze znane wyniki z dwóch obwodów w Rydze), wiemy tylko mniej więcej kto się z parlamentem rozstanie. Lista pechowców jest długa: działacze PCTVL Mitrofanow i Sokołowski, cała plejada „gwiazd” Partii Ludowej i LPP/LC – tu bolesny „zjazd” z 33 mandatów do ośmiu. W  Sejmie nie zobaczymy już: Oskarsa Kastēnsa (LPP/LC), Anatolijsa Mackevičsa (LPP/LC), Kariny Pētersone (LPP/LC; przepadła w Vidzeme, gdzie kandydował prezydent Ulmanis – żadna ujma przegrać z taaaakim nazwiskiem), Jānisa Šmitsa (LPP/LC), Inty Feldmane (LPP/LC), Jānisa Dukšinskisisa (LPP/LC), a także, co szczególnie bolesne dla tego ugrupowania, byłych ministrów Partii Ludowej w rządzie Valdisa Dombrovskisa: Mārisa Riekstiņša, Baiby Rozentāle, Mareksa Segliņša i Edgarsa Zalānsa. Do Sejmu nie wszedł również były premier i mer Rygi Andris Bērziņš (LPP/LC). Mimo iż młodzi nacjonaliści z Visu Latvijai! Przezyli triumf, to jednak jest to gorzkie zwycięstwo dla całego bloku narodowego. Sami „młodzi” liczyli na więcej, niemniej uderzająca jest klęska ugrupowania TB/LNNK. W Sejmie nie będzie już Aivarsa Aksenoksa, Jurisa Dobelisa, Kasparsa Gerhardsa (minister transportu w rządzie Dombrovskisa!) i Mārisa Grīnblatsa. Koło TB/LNNK skurczy się do 3 posłów.
Warto jednak zwrócić uwagę, jak rozłożyły się głosy w poszczególnych prowincjach. W stolicy zwraca uwagę zwycięstwo Centrum Zgody. Stanowi to niejako potwierdzenie rosyjskiego „prawa do Rygi” jako najważniejszego miasta dla „Pribałtyki”. Jeśli jednak złączy się głowy partii koalicyjnych okazuje się, że w głównym mieście zdobyły przewagę ośmiu punktów nad „rosyjskojęzycznymi”. Ryga obroniona! To żart z mojej strony, niemniej już od kilku kadencji ukształtował się podział regionów wyborczych na „rosyjskie” albo zezujące ku lewicy (Ryga, Łatgalia) oraz „łotewskie”, „narodowe” i „patriotyczne” (Kurlandia i Semigalia, Inflanty Szwedzkie). W „czerwonej” Łatgalii LSDSP poniosła co prawda sromotną klęskę, niemniej Centrum Zgody zanotowało trzykrotną przewagę nad „Jednością”, co przełoży się na pokaźną liczbę mandatów z regionu. Drugie miejsce zajął w regionie Związek Zielonych i Rolników, dobry wynik uzyskała partia Šlesersa (LPP/LC). Gdyby wybory odbywały się tylko w Łatgalii nacjonaliści nie mieliby swoich przedstawicieli w Sejmie (choć dzięki dobrym wynikom w innych regionach mandat wezmą). Kurlandia, Semigalia i Vidzeme okazały się tradycyjnie sprzyjać centroprawicy (na „Vienotibę” padło tu odpowiednio: 31, 34 i 41% głosów), a także Zielonym i Rolnikom, którzy w Kurlandii pokonali nawet blok Dombrovskisa (odpowiednio: 33%, 27%, 22% - warto zwrócić uwagę na odwrotną korelację poparcia, czyżby w Kurlandii zadecydowała sympatia do Lembergsa?). Centrum Zgody w „łotewskich” regionach zostało zepchnięte do defensywy (13-15%), słabiej wypadł tu również ruch Šlesersa i Šķēlego, a lepiej nacjonaliści.
Frekwencja też się różniła w zależności od regionu – najniższa tradycyjnie w Łatgalii, najwyższa – w Rydze. Jak głosowali Łotysze zagranicą? Łącznie swe głosy oddało 13 tys. wyborców, z czego zdecydowana większość poparła „Jedność” (58%). Centrum Zgody niemal zremisowało tu z nacjonalistami (po 13%), jednak np. w USA na „Jedność” padło już 79% głosów, przy 13% dla TB/LNNK-VL i… 1% na Centrum. Z kolei w Rosji Centrum okazało się być najpopularniejsze (52%), „Jedność” zaś uzyskała 17% (tu podaję dane z exit polls, a nie CKW). Szczegółowe wyniki zresztą jeszcze opublikuję.
Za to w Warszawie... 48% głosów dla "Jedności", 16% dla Centrum, nacjonalistów - 13%, Zielonych i Rolników - 9%, a dla PLL 5%. W Sejmie wybranym na terenie RP "Jedność" uzyskałaby większość bezwzględną bez potrzeby wchodzenia w koalicje. Bo jak mieszkając w Polsce można nie kochać Dąbrowskiego?

czwartek, 14 października 2010

Afgańska wojna łotewska

14 października 2010 w afgańskiej misji zginął polski żołnierz Adam Szada-Borzyszkowski. Jest to już 22 ofiara wśród Polaków służących w dalekim kraju. Nie ma słów, które oddałyby śmierć człowieka, zwłaszcza w takich warunkach – wśród obcych ludzi, z daleka od domu i jeszcze w tak młodym wieku. W tych chwilach trzeba się solidaryzować z rodziną Zmarłego i złożyć jej jak najszczersze wyrazy współczucia. Wojna afgańska pochłonie życie jeszcze niestety niejednego żołnierza, lecz mimo to – chcę wierzyć – jest toczona nie tylko z powodów geopolitycznych i gospodarczych, ale również w obronie wartości europejskiej cywilizacji. Wiem, że brzmi to górnolotnie, a dla niektórych wrogo – żyjemy wszak w świecie, gdzie nie wypada publicznie mówić o różnicach kulturowych między Europą i Ameryką a resztą świata, ale tak chyba jest. Nie wszyscy to dostrzegają, na pewno nie ci, którzy postanowili urządzić sobie na forach internetowych wirtualne strzelanie do zmarłego.
Jaki ma to związek z Łotwą? Ano taki, że w symbolicznym wymiarze, nie tak może spektakularnym jak Gruzja, również kraje bałtyjskie uczestniczą w misji afgańskiej, a wcześniej uczestniczyły w misji irackiej. W związku ze śmiercią Polaka postanowiłem tę notkę rozgrzeszyć o listę łotewskich wojskowych, którzy zginęli w Afganistanie i Iraku. Cześć Ich pamięci!
***
Sejm zatwierdził w dniu 14 października przedłużenie o jeden rok misji żołnierskiej w składzie działających  w ramach NATO Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa (ISAF). Rządowy wniosek poparło 64 posłów, przeciwko było 16. „Za” zagłosowały zarówno partie koalicji rządzącej (Nowa Era, Związek Obywatelski, Stowarzyszenie na rzecz Innej Polityki, Związek Zielonych i Rolników i TB/LNNK) oraz opozycyjna Partia Ludowa. Wśród oponentów przedłużenia misji znaleźli się deputowani dwóch ugrupowań rosyjskich (Centrum Zgody i PCTVL), a także Jānis Dukšinskis z ugrupowania centrystów. Większość posłów centrowej partii LPP/LC nie wzięła udziału w głosowaniu. Dzień wcześniej przedłużenia misji ISAF dokonała jednogłośnie Rada Bezpieczeństwa ONZ. Obecnie w Afganistanie służy 175 wojskowych z Łotwy (dla porównania – z Litwy 245, z Estonii – 160, spośród krajów posowieckich najwięcej wystawiła Gruzja – 925). Koszty wyposażenia misji na następny rok wyniosą najprawdopodobniej 12 milionów łatów. Dotychczas w operacji straciło życie 4 żołnierzy łotewskich (straty estońskie wyniosły ośmiu żołnierzy, Litwini stracili jednego).
Nasuwają się dwa wnioski: Łotysze, mimo dających się we znaki „pacyfistycznych” nastrojów (zwłaszcza wśród rosyjskojęzycznych, ale nie tylko), a także ciężkiego kryzysu gospodarczego, chcą kontynuować zaangażowanie na zagranicznych misjach. To troszkę kontrastuje z kierunkiem, w którym od jakiegoś czasu idzie Polska (nie wnikam, czy słusznie, czy nie). I drugi: co do tego kierunku jest w łotewskich elitach szeroka zgoda. Nie ma jej natomiast, bo być nie może, w „pszczołach” i tzw. Centrum Zgody i to też Dombrovskis będzie musiał wziąć pod uwagę przy konstrukcji parlamentarnej lub rządowej koalicji. Jest inteligentny. Wie.
Łotewskie ofiary misji afgańskiej:
·         Kapral Dāvis Baltābols (ur. 1979, w wojsku łotewskim od 2003 roku, na misji zagranicznej był drugi raz, odznaczony w 2005 roku za „udział w misjach międzynarodowych”; 25 lipca 2009 ranny w bitwie z Afgańczykami, zmarł 5 sierpnia 2009 w niemieckim szpitalu wojskowym w Koblencji).
·         Sierżant Voldemārs Anševics i starszy szeregowy Andrejs Merkuševs (ur. 1978)  (zginęli 1 maja 2009 roku od kuli rebeliantów afgańskich)
·         Starszy szeregowy Edgars Ozoliņš (ur. 1985; w armii służył od 2005 roku, w 2007 roku przeszedł do służby zawodowej; zginął 11 sierpnia 2008 roku od wybuchu miny, w której rannych zostało jeszcze trzech żołnierzy)
W misji irackiej zginęli:
* Porucznik Olafs Baumanis (ur. 1969; w wojsku łotewskim służył od 1997 roku, uczestniczył wcześniej w misji w Bośni i Hercegowinie, absolwent Narodowej Akademii Sił Zbrojnych oraz licznych kursów, zginął 8 czerwca 2004 roku w trakcie rozbrajania pocisku; był jedną z sześciu ofiar koalicji; żonaty, osierocił dwóch synów).
* Starsi szeregowi Gints Bleija (ur. 1981) i Vitālijs Vasiļjevs (ur. 1982) – zginęli 27 grudnia 2006 (trzech żołnierzy zostało rannych). W przypadku Bleiji była to pierwsza misja, Vasilijevs był już w Iraku po raz drugi.
Wszystkim im zapalam wirtualne światełko...
[*] [*] [*]